Hokkaidō – Japonia bez gejsz i samurajów

[13 listopada 2006]

Hokkaid? ? Japonia bez gejsz i samurajów
Jak to się zaczęło…

Efekt motyla

Gdy myślę o tym, buy more about jak powstawało Hokkaid? ? Japonia bez gejsz i samurajów, przychodzi mi na myśl tak zwany ?efekt motyla?. Jest to filozoficzne spojrzenie na szeroko pojęte zagadnienie związków przyczynowo-skutkowych w teorii prawdopodobieństwa, cokolwiek to znaczy. Przykładem jest tu zawsze motyl, którego machniecie skrzydłami w jednej części świata może pośrednio wywołać tornado w zupełnie innej. Dyskusja na temat tego, czy jest to możliwe, czy nie, pozostaje oczywiście ? jak wszystkie dyskusje filozoficzne ? otwarta. Jeśli nie da się udowodnić błędu w rozumowaniu, jest ono z założenia prawdziwe.

Na pewno jednak większości z nas wyrażenie ?efekt motyla? kojarzy się z kiepskawym filmem para-science-fiction, którego założeniem było, iż bohater cofając się w przeszłość wykonuje jakąś drobną z pozoru czynność, która jednak zmienia całkowicie bieg wydarzeń w przyszłości. Gdy wracam teraz myślami w przeszłość, jestem pewien, iż za żadne skarby nie chciałbym zmienić biegu wydarzeń, które doprowadziły do wydania tej książki. A jaki jest ów bieg?

Bieg

Na cotygodniowe środowe spotkanie polonijne, organizowane tradycyjnie w stołówce Uniwersytetu Hokkaid?, biegłem tym razem jak opętany z, jak zwykle (za)ciężką, torbą na ramieniu i przeczuciem, że nie zdążę do kolejki w stołówce. Przeważnie zdążam. ?Przeważnie? jednak jadę rowerem wymijając zręcznie pozostałych pretendentów do stołówkowego ?łańcucha pokarmowego?, niczym homo sapiens w Darwinowym pędzie ewolucji. Niestety mój pęd (albo raczej ?napęd?), z przebitą dętką, nie miał najmniejszego zamiaru pomóc mi tego dnia w moich darwinistycznych zmaganiach stołówkowych.

Na pierwsze piętro stołówki wdrapałem się więc już nieco spóźniony, trzymając jednak w dłoniach miskę parującego ramenu. Polonia w liczbie kilku osób jak zwykle zajęła już wcześniej upatrzone pozycje. Magicznym sposobem, za każdym razem w wypełnionej po brzegi japońskimi studentami stołówce polskie skrzydło znajduje tu jednak miejsce dla siebie. Rozmowa wydawała się nadzwyczaj ożywiona. Oczywiście nie żeby przeważnie była ?nieożywiona?. Bywają dni, gdy jest więcej do powiedzenia i dni, gdy lepiej jest sobie posiedzieć, wypić herbatę, powymieniać się polską literaturą, czy filmami i wrócić do swoich zajęć. Najczęściej jednak spragnione języka polskiego dusze anielskie wprawiają w ruch swe czerepy rubaszne i godzina przerwy południowej (odejmując dojazd z- i do miejsca pracy/nauki ? około czterdzieści osiem minut i dwadzieścia sekund minut) obfituje w dowcipy ? zarówno te z wysokiego rejestru, jak i niekoniecznie. Tego dnia jednak coś było nie tak… poczułem ledwie zauważalną zmianę atmosfery. Delikatną niczym powiew powietrza na policzku wywołany machnięciem skrzydeł motyla…

Do stolika przywołany zostałem machnięciem wielkiej ręki P, który, co znów wzmogło mą czujność, uśmiechał się tym razem bez charakterystycznej nutki szyderstwa zwiastującej najczęściej mocny dowcip ?na dzień dobry?. Wyglądało na to, iż trafiłem właśnie w sam środek dyskusji o wydawanych w Polsce publikacjach na temat Japonii. Jest to temat rzeka i każdy ma w tej kwestii coś do powiedzenia. Co jednak znów było dziwne, choć siedzących przy połączonych stołach było nas około ?dziesięcioro Polaczątek?, zdań na zadany temat wcale nie było jedenaście. A ni tym bardziej dwanaście. Generalnie przeważała jedna opinia ? trudno czyta się takie publikacje komuś, kto w Japonii spędził więcej, niż dwa, trzy miesiące. Trudność polega na tym, iż opisywana w takich publikacjach, często dość sensacyjnie i ?orientalnie?, Japonia najczęściej nie ma nic wspólnego z tym, co znajduje się w Japonii żyjąc tu na co dzień. Dodatkowo oliwy do ognia dolewało w rozmowie spostrzeżenie, iż nie było do tej pory żadnej publikacji popularyzującej, lub chociaż opisującej rzetelnie północ Japonii ? Hokkaid?, co również ogranicza czytelnikom w Polsce spojrzenie na całość tego niezwykle obszernego zagadnienia, jakim jest Japonia. Dysputa trwała jakiś czas, zagłuszając większość odgłosów z zewnątrz, aż w pewnym momencie, niczym cieciem katany wszystko ucichło. Zauważyłem to w momencie, gdy nagle zdałem sobie sprawę, iż słyszę własne siorbanie makaronu ramen…
?Piszemy książkę.?

Padło hasło, niczym informacja o przystanku wyskakująca znienacka z ukrytych głośników w autobusie i brutalnie budząca pasażerów z półsnu. Dźwięk otwarcia drzwi zastąpiony został przez wsiorbnięcie przeze mnie ostatniej nitki makaronu, po czym zawrzała równie burzliwa, acz dość szybka dyskusja dotycząca tego, kto podejmie się wyjaśnienia jakich tematów. Onseny! Yuki-matsuri! Czyngis-chan! Ajnu!… Ledwo skończyłem przeżuwać makaron, gdy dyskusja dobiegła końca. ?A kto opisze dzielnicę rozrywki Susukino?? Zapadła cisza. Miałem wrażenie, że przełknąłem makaron trochę za głośno…

* * *

Mówi się, że nie ma znaczenia, czy historia, anegdota jest prawdziwa, jeśli tylko jest dobrze opowiedziana. Co innego z reportażem opisującym fakty i poddającym je analizie. Tu nie ma miejsca na czcze wymysły, a wszystkie wnioski muszą być oparte na rzetelnych obserwacjach, wiedzy i logicznym rozumowaniu. A jednak, we współczesnej literaturze ?około-japonistycznej? błędy wynikłe z niedoinformowania autorów są zjawiskiem, o zgrozo ? częstym. Braki w wiedzy zastępowane są wówczas sensacyjnymi fantazjami i dopasowywaniem rzeczywistości do własnych teorii. Para-japonistyczna literatura obecna na łamach gazet i czasopism pełna jest ?ple-ple? pleonazmów i grafomanii. Japonia przedstawiana jest jako daleki kraj pełen dziwnych dewiacji (otaku, manga, kluby samobójców) i niezrozumiałych, magicznych niemalże, pogańskich rytuałów (święto penisa, święto boga-lisa, radosne tańce na święto zmarłych). Najtrudniejsze do przełknięcia są natomiast para-naukowe wywody mówiące na przykład, iż ?Japończycy są nieuprzejmi, ponieważ w Japonii nie przepuszcza się kobiet przodem w drzwiach?.

Rzadkością jest rzetelny, nie-sensacyjny opis rzeczywistości. Opis Japonii takiej, jaka jawi się na co dzień ? bez udziwnień i ?nadużyć semantycznych?. Czyżby aż tak trudno było sporządzić opis elementów kultury Japonii tak, by nie był on zbędnie sensacyjny, a jednocześnie był przy tym ciekawy? Zdecydowaliśmy się podjąć rękawicę…

Dwa słowa na początek, czyli ?tytuł? i ?okładka?

Przyjęło się w naszej kulturze by, tworząc coś dobrać do całości tytuł w taki sposób, by oddawał jak najlepiej treść całości. Gdy autor jest jeden, jedynym ograniczeniem jest jego własna wyobraźnia. W przypadku, gdy autor jest wieloosobowy, każdy szczegół, w tym również i tytuł, oraz projekt okładki muszą zostać zatwierdzone przez gremium. Pierwszym wspólnym zadaniem okazało się wymyślenie tytułu. Z założenia powinien odwoływać się do dwóch głównych założeń książki ? otworzyć czytelnikowi oczy na Japonię, oraz przybliżyć nie opisywaną dotychczas, a drugą co do wielkości wyspę Japonii ? Hokkaid?. Zwołano pospolite ruszenie i każdy zainteresowany prezentował swoje propozycje…
? Może… ?Hokkaid? ? Japonia bez gejsz i samurajów??
? Niee… zbyt banalne
? ?Hokkaid? ? Japonia, jakiej nie znacie??
? Zbyt obcesowe
? ?Kraina śniegu i niedźwiedzi??
? Zbyt wąskie tematycznie…
? ?Hokkaid? ? kraina północy??
? Nie… to przecież nie powieść…
? ?Hokkaid? ? Japonia bez gejsz i samurajów??
? hmm… całkiem niezłe…

I w taki oto demokratyczny sposób ów przemyślany i oddający głębię dzieła tytuł został wybrany, a wybór ?zaklepany?. Fakt, iż książka prezentuje przede wszystkim nie opisywane dotychczas szerzej Hokkaid? sprawia, iż wstrzeliwuje się tym samym w lukę, jaka została sztucznie stworzona w wyobrażeniach o Japonii u polskich czytelników.

Abstrahując od anegdot, wybranie tytułu było jeszcze sprawą nie najtrudniejszą. Najciekawsza była dysputa dotycząca okładki. Zebrawszy się w biurze R, który na Hokkaid? przebywa najdłużej i ma już na własność obszerne biuro z wszelkimi niezbędnymi przyrządami w stylu projektora, komputera oraz… polskich filmów na DVD, rozpoczęliśmy długie Polaków debaty. Aby bardziej wczuć się w klimat kraju rodzinnego, od którego oddaleni byliśmy już przez czas jakiś, by myślami powrócić do stron rodzinnych posrebrzanych pszenicą pozłacanych żytem, debaty odbywały się z odpowiednim ?tłem?, które stanowiły żubróweczka, ogóreczki, oraz ?Seksmisja?. Wszystko to było oczywiście tylko pobocznymi rekwizytami mającymi wprowadzić nas w stan zadumy oraz skupienia. Pamiętaliśmy, iż założeniem książki jest być anty-stereotypową i bezkompromisową z głównym motywem ? Hokkaid?…

Piiierffszy blassk słońssa pszezierająssy pszess żaluzje dał nam do zrozumienia, iż dyskusję należy uznać za zakończoną. Natomiast to, co zobaczyliśmy wyświetlone na projektorze buczącym od całonocnej pracy, jakby z zemsty, niemiłosiernie głośno, okazało się tym, co w tej chwili zdobi pierwszą stronę okładki rzeczonej książki.

Okładka spełniła wszelkie wymogi projektu. Głównym motywem jest Hokkaid?, podtytuł mówi sam za siebie, do tego kolorystyka w prosty i wyrazisty sposób realizuje drugą główną myśl książki. O ile kaligrafia, kolejny stereotypowo łączony z Japonią element sztuki wschodu, tradycyjnie jawi się jako napis czarnym tuszem na białym tle, my postanowiliśmy zrobić i tu kolejnego psikusa, i pokazać poprzez ?negatyw? kaligrafii ? negatyw tej Japonii, którą ?grupy trzymające władzę wydawniczą? w Polsce kreują poprzez gazety?lub?czasopisma. Japonii, w której nie ma gejsz. Nie ma samurajów.

O palcach, dłoniach i o tym, co w nich trzymamy.

Jesteśmy podobno stworzeniami, których nie da się zadowolić. Dostając palec, chcemy od razu całej dłoni. Do tego, jesteśmy najczęściej od razu niezadowoleni z tego, że palec, który otrzymujemy nie ma na przykład wykonanego manikiur. Hokkaid?… nie zostało wydane z wielka pompą. Nie ma kolorowej okładki, mnóstwa kolorowych zdjęć, czy rozkładówki z nagim Ajnu. Mimo wieloosobowego autorstwa, nie jest to też książka gruba, jak powieści Murakamiego Haruki. Dlaczego?

Innymi słowy, dlaczego nie wydaliśmy ?całej dłoni?, a jedynie ?palec??
W Polsce wciąż trudno jest wydać książkę traktującą czytelnika poważnie. Jak wynika z analizy danych rynku wydawniczego w naszym kraju oraz z nagród przyznawanych wydawanym u nas książkom, najczęściej sięgamy po absurdalną (lub raczej absurdalizującą) prozę, która w niczym nas nie ubogaca, nie wnosi do naszego życia nic nowego, mądrego, a jest raczej wynikiem grafomanii autora. Być może takie właśnie książki lubimy czytać… być może do czytania takich jesteśmy zmuszani niedoborem innych pozycji? Z pewnością trudno jest napisać dobrą książkę tak, by nie nużyła czytelnika swą długością, a zarazem przekazywała w sposób interesujący na tyle dużą dawkę wiedzy, by można było, przewracając tylną okładkę, mieć poczucie, iż jest się odrobinę chociaż bogatszym wewnętrznie niż przed otwarciem przedniej. Czy się to udało, najlepiej przekonać się samemu. Można być jednak pewnym, iż przekazywane w książce informacje są sprawdzone, jako że każdy autor wypowiadał się w dziedzinie zbieżnej, bądź zbliżonej swemu wykształceniu.

Naszym zamysłem było potraktować czytelników poważnie, choć oczywiście bez zbędnego nadęcia. Dlatego właśnie książka wydana jest porządnie, w twardej oprawie. Nie chcieliśmy jednocześnie zanudzać czytelników nadmiarem tekstu, dlatego, by uniknąć grafomaństwa, wyznaczyliśmy sobie luźny limit długości każdego rozdziału. Wydając Hokkaid?… chcieliśmy, odwołując się do wcześniejszej metafory, ?pokazać palec?. Oczywiście, bron Boże nie chodzi o palec środkowy! Chodzi raczej o palec wskazujący. Wskazujący nowe spojrzenie na Japonię, nowe podejście do tego, co o kraju tym czytamy na co dzień, a jednocześnie odkrywający na mapie Japonii w naszej wyobraźni nieznane obszary, pod którymi ukryte było do tej pory Hokkaid?. I choć nie okraszony biżuterią, z pewnością jest to palec wskazujący doskonale wyważony i elegancki, przez co po przeczytaniu kciuk sam wędruje w górę.

Michał „Tori” Ptaszyński