Imperium znaków

[19 kwietnia 2006]

„Imperium znaków”
Roland Barthes

     W „Imperium znaków” Barthes przedstawia kulturę japońską jako „chodzenie po linie”, order której jeden koniec to znaki wizualne, a drugi – lingwistyczne; pisanie obrazów (ideogramów) i malowanie pisania. Już od pierwszych stron książki czytelnikowi nasuwa się pytanie, czy autor proponuje nam rzeczywisty szkic tego „systemu” (tak bowiem nazywa Japonię Barthes), czy też jest to wyobrażenie, którego podwaliny stworzyły rzeczywiste obserwacje, a reszta to już puszczone wodze fantazji. Kiedy Barthes znalazł się w Japonii (a miało to miejsce w roku 1970), odrzucił język i symbolikę Zachodu. Być może to „wytchnienie za granicą” sprawiło, że pozwolił on sobie na obserwowanie Japonii oczami ciągle zdziwionego dziecka, dzięki czemu istotnie stała się ona dla niego imperium znaków i skojarzeń, przygodą z significant.

To interesujące, choć też prowokujące dzieło to próba zgłębienia, jak inna może być KULTURA; to spojrzenie na Japonię oczami człowieka z Zachodu. Mało w nim jednak konkretów. Barthes opisuje Japonię z pozycji widza. Wydaje się, że metoda, jaką się w owym opisie posługuje może być przydatna przy obrazowaniu każdego „innego świata”. Układa on zaobserwowane znaki i symbole w sekwencje, tak jakby trochę nimi manipulował, zestawia ze sobą tak, że tworzą one w końcu określony nastrój i obraz.

Wszystkie zaobserwowane tam symbole i obrazy notuje skrupulatnie i szczegółowo. Dokładnie studiuje wygląd miast, jedzenia i pisma, uważnie tropi znaki, aż szczegółowo opisane środowisko staje się obrazem, który skłania do namysłu. Oto, w jaki sposób opisuje japoński dworzec:
Dworzec japoński jest poprzecinany tysiącami dróg funkcjonalnych, od podróży do zakupów, od ubrania do pożywienia: z pociągu można wyjść prosto na dział obuwia. Przeznaczony do handlu, przejścia, odjazdu, a jednak umieszczony w niezwykłym budynku – dworzec (czy zresztą w ten sposób można nazywać ten nowy kompleks?) jest oczyszczony z tej cechy świętości, która naznacza zwykle wielkie punkty orientacyjne naszych miast: katedry, ratusze, kościoły, zabytki historyczne. Tutaj punkt orientacyjny jest całkiem pospolity; bez wątpienia również targ bywa centralnym miejscem zachodniego miasta, tutaj jednak handel jest utrudniony z powodu niestabilności dworca, bezustanne rozjazdy uniemożliwiające ześrodkowanie; można by powiedzieć, że towar jest tylko substancją przygotowawczą paczki, i że sama paczka jest przepustką, biletem, który pozwala odjechać.1

Opisywane obiekty i czynności nie są przypadkowe, a ich dobór ma zapewne na celu nadanie ostrości obrazowi. Opisy są jednak tak szczegółowe, że zamiast tworzyć w głowie czytelnika konkretny obraz, zacierają go. Nadmiar skojarzeń może przeszkadzać, tym bardziej, że czasem sprawiają one wrażenie naciągniętych i nieco wymuszonych:
Pudełko zatem gra rolę znaku, jak opakowanie, ekran, maska ? jest tym, co ukrywa, chroni i jednocześnie oznacza: wprowadza w błąd, fałszuje, jeśli wziąć to wyrażenie w podwójnym, monetarnym i psychologicznym znaczeniu; ale sam fakt, że pudełko zawiera i znaczy, jest odłożony na później, jakby funkcją paczki nie było ochranianie w przestrzeni, ale odsyłanie w czasie; wydaje się, że to właśnie w opakowaniu zawiera się trud wytwarzania (robienia czegoś), tym samym przedmiot traci na istnieniu, staje się złudzeniem: od opakowania do opakowania signifié umyka, a gdy w końcu się je złapie (zawsze w paczce jest coś małego ), staje się ono nieistotne, śmieszne, bezwartościowe: pole signifiant (przyjemność) zostało zajęte: pudełko nie jest puste ale opróżnione, znaleźć przedmiot, który jest w pudełku, lub signifié, które jest w znaku, znaczy odrzucić je; to, co Japończycy transportują z mrówczą energią, to w sumie znaki puste.2

Barthes opowiada o Japonii w bardzo długich zdaniach, których forma na pierwszy rzut oka odstrasza. Po chwili czytania okazują się jednak przystępne. Autor jest przenikliwym obserwatorem zarówno życia codziennego, jak i strefy sztuki. Stawia na przykład w opozycji szlachetne pałeczki i barbarzyńskie widelec i nóź. Pałeczki to nabieranie i rozdzielanie, a oprócz tego parę zręcznych, eleganckich i pełnych gracji gestów. Sztućce europejskie symbolizują natomiast agresję i brutalność. Odnosi się wrażenie, że owa elegancja przypisywana jest pałeczkom, a nie temu, kto się nimi posługuje. Być może jednak barbarzyński nóż w japońskich rękach także może stać się narzędziem szlachetnym?

Haiku to według Barthesa prosta i określona wypowiedź, która nie tylko nie jest przedmiotem do rozwinięcia, ale nawet nie do interpretacji. Jest to rodzaj tekstu o właściwościach fotografii. Nie wymaga on komentarza ani ilustracji.

Aby uwydatnić swoje impresje, Barthes stosuje powtórzenia, które także mogą być nośnikami znaczeń (zdjęcie twarzy aktora na początku i na końcu książki). Na „Imperium znaków” składają się opisy starannie do tego celu wybranych miejsc, zdarzeń, obrazów. Ich ułożenie zdaje się być często chaotyczne, lecz w formowaniu i zbijaniu narracji pomagają powtórzenia (na przykład pojawiająca się na paru stronach mapka z adresem). Już na pierwszych stronach tego dzieła Barthes przygotowuje czytelnika na to, że nie trzyma on przed sobą kompletnego szkicu „innego świata”, a jedynie stworzony na potrzeby autora ? semiologa zarys:
Mogę też, nie roszcząc sobie prawa do przedstawiania lub analizowania rzeczywistości (są to głównie cechy zachodniego dyskursu) zaczerpnąć z któregokolwiek miejsca świata (stamtąd) pewną liczbę rysów lub rys (w zależności od tego, czy mówimy o grafice czy o języku) i rozmyślnie stworzyć z nich system. System, który nazwę Japonią.3

Podobnym prawem dysponuje czytelnik. To świadectwo „innego świata” pełne jest spostrzeżeń świeżych i skłaniających ku refleksji. Przed przystąpieniem do lektury może on wymazać ze swojej pamięci to, co znajduje się w niej pod hasłem „Japonia”. Tak jak autor, który, tworząc swój zapis, przyglądał się Japonii niczym dziecko nieznanemu, bajkowemu światu, tak też czytelnik może potraktować „Imperium znaków” jako zbiór obrazków z zupełnie nieznanej krainy. Znajdzie w nim zapewne perełki, do których będzie wracał myślami wielokrotnie, niektóre jedynie przejrzy pobieżnie, wybierze „pewną liczbę rysów lub rys”, aby potem „rozmyślnie stworzyć z nich system zwany Japonią”.

Anna Pawłowska

1 „Imperium znaków”, Roland Barthes, wyd. KR, Warszawa 1999, str. 88
2 ibidem, str. 99
3 ibidem, str. 47