Autostopem przez Japonię cz.2

 

Komedia w I Akcie. Odsłona 3.
Występują: A – życzliwy kierowca (Japończyk), buy B – autostopowicz (Polak)
A: To, more about jak mówiłeś, że skąd jesteś?
B: Z Polski.
A: Zaraz… Hmm… Warszawa?
B: Ooo! Zgadza się! To stolica!
A: No wiem, oczywiście.
B: Przepraszam, nie spodziewałem się, że po drugiej stronie kuli ziemskiej ktoś może wiedzieć…
A: No jasne, że wiem. Poza tym tylu jest sławnych Polaków… eee… yyy…
B: Rzeczywiście – Papież, Chopin, Wałęsa.
(na stronie): Już bardziej typowych nie znajdę…
A: O, to to! Właśnie. Papież, i tak dalej. To mówiłeś, że gdzie jedziesz?
B: Do Osaki.
A: Aa, to koniecznie obejrzyj święto sztucznych ogni. Jest wspaniałe!
B: Aha… I pewnie można zobaczyć gejsze? -_-‚
A: A, tak, tak. Czytałeś o tym gdzieś?

(S)Po co na stopa?
Jak uczy wydana przez Japońskie Ministerstwo Oświaty książeczka „Life and Study in Japan”, po Japonii można podróżować samolotem, pociągiem, metrem, autobusem, taksówką, samodzielnie zakupionym samochodem, ew. rowerem. Przez ponad 120 stron lektury nie ma ani słowa o autostopie. Oczywiście może to po części być dowód na to, iż osobom tworzącym taką dydaktyczną makulaturę nie przechodzi przez myśl, by ktoś mógłby porwać się na takie niebezpieczeństwo. Z drugiej strony jednak, można spróbować zastanowić się, czy unikanie informacji o tej, ostatnio coraz bardziej popularnej wśród zagranicznych studentów, formie transportu na dłuższe odległości, nie jest przypadkiem zamierzone? Japonia jest w niepisanym założeniu państwem opiekuńczym, starającym się dbać o wygodę psychiczną swoich podatników. Presja życia codziennego rekompensowana jest oficjalnie dostępnymi (albo wręcz – nachalnie narzucającymi się) rozrywkami, jak głupie programy telewizyjne, tania pornografia i (niemalże) oficjalna prostytucja (wpływy z „łaźni tureckich” i innych „salonów odnowy”, są co rok grubym filarem wpływów do budżetu). Co to ma wspólnego z autostopem? Rząd, zapobiegliwy w swych dążeniach utrzymania ogólnej harmonii w narodzie, stara się eliminować te z tematów poruszanych przez opinię publiczną, które mogłyby burzyć spokój życia codziennego w Mrowisku. A jednak, co jakiś czas pojawiają się w gazetach wiadomości, które niczym kij wetknięty w kopiec porusza na chwilę małe czarne, zapracowane „formica japonica”. Takimi informacjami są często relacje z wypadków drogowych. Szczególnie w lecie, pojawia się masa historii o tym, jak to np. pan Kierowca (mężczyzna, lat tye-a-tyle) zabrał na pokład swej ciężarówki młodą autostopowiczkę. Ciężarówka uległa wypadkowi. Dziewczyna zginęła w wypadku, kierowca przeżył, ale ma zmarnowane życie, ponieważ zabrał dodatkowego pasażera do służbowej ciężarówki na własną odpowiedzialność. Jest więc odpowiedzialny nie tylko za spowodowanie wypadku, zniszczenie mienia firmy, ale i za śmierć dziewczyny. Taka informacja może faktycznie odstraszyć zarówno kierowców, jak i autostopowiczów. Oczywiście trudno oczekiwać, iż w gazecie pojawi się artykuł, pt.: „Autostop – nowa forma taniej i ekscytującej rozrywki”. Mówi się, że obcokrajowcy najczęściej podróżują na stopa, bo nie umieją czytać gazet i nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Naturalnie, zdrowy rozsądek podpowiada, że tu, Japończycy mają rację. Istnieje mnóstwo powodów. Strach przed wypadkiem, przed współpasażerem, poczucie dyskomfortu w czasie jazdy (Japończycy automatycznie wchodzą w nieobojętną relację zaciągania/ spłaty długu), zdanie się na czyjąś łaskę, w dodatku to wszystko na własną odpowiedzialność. Za bilet kolejowy płacimy i możemy wymagać komfortu. Podróżując stopem Japończycy boją się, iż mogliby wejść w relację, której by sobie nie życzyli. Ta niechęć do zawierania przygodnych znajomości z innymi ludźmi, podświadome obciążenie psychiczne niepotrzebnymi znajomościami, jest chyba najwyrazistszą przyczyną rezygnowania z przygody na rzecz wygody. Czemu więc, jak zostało to wspomniane wyżej, jest to tak popularne wśród obcokrajowców? Hehe… Obcokrajowiec w relacji z Japończykiem startuje zawsze z pozycji osoby będącej „poza systemem” (lub nawet „poza człowieczeństwem”, jak uważa wielu badaczy kultury japońskiej), czyli nie objętej skomplikowaną siatką długów i zależności. Póki nie okaże się, że jesteśmy w jakiś sposób związani systemowo z Japonią (np. pracujemy dla jakiejś organizacji, lub jesteśmy stałymi mieszkańcami), jesteśmy traktowani jak goście z zagranicy, którzy po zwiedzeniu Dai-Nippon wrócą do swojego kraju i będą opowiadać o tym, co ich tu spotkało. Dlatego zgodnie ze stoicką regułą „sustine et abstine”3 wielu Japończyków woli gajdzinowi pomóc, by jak najszybciej mógł wrócić do kraju z miłymi wspomnieniami. Oczywiście są wyjątki. Korzystając z uprzejmości nieznajomego kierowcy nie możemy narzekać, gdy zechce wysadzić nas w szczerym polu…

Komedia w I Akcie. Odsłona 4.
Występują: A1, A2 – dwóch dziwnych kolesi w samochodzie (Japończycy), B – autostopowicz (Polak)

A1: To co, dokąd zasuwasz?
B: W stronę Masudy, w prefekturze Shimane.
A1: A…
B: …
A1: …
B: A wy?
A1: No, my też.
B: …
A2: Nie, w sumie, to jedziemy w przeciwnym kierunku.
B: W przeciwnym??
A1: Nie, spoko, w tym samym.
B: …?
A1: …To w stronę Hamady, co nie?
B: Nie, w przeciwnym… -_-‚
A1: A, spoko…
A2: Sorry, nie podwieziemy cię.
B: Ok, to wysadźcie mnie przy jakiejś stacji postojowej… -_-‚
A2: Wysiadaj tu.
B: Eee… To tylko parking… W dodatku pusty…
A2: Spoko, zaraz na pewno ktoś przyjedzie.
B: Mimo wszystko, dzięki za pomoc…
A1, A2 – Trzaskają drzwiami i z piskiem opon dają drapaka.

W cieniu ciężarówek

Podróż autostopem przez Japonię może stać się prawdziwą Golkondą anegdot i opowieści. Wystarczą jedne wakacje „w drodze”, by mieć o czym opowiadać przez następny rok. Jednak opowiadania takie brzmią ciekawie lub dowcipnie tylko „po fakcie”, gdy siedzimy już po skończonej podróży w ciepłym fotelu. W trakcie podróży zdarzają się jednak i takie przygody, których chcielibyśmy za wszelką cenę uniknąć. Gdy już ktoś nas zabierze, trzeba przygotować się na niewiążące i płytkie rozmowy o niczym. Zawsze rozmawia się o tym samym i w pewnym momencie traktowanie nas jak idiotów zaczyna nudzić i irytować. Jednak kiedy zdamy sobie sprawę, że jest to dla robiących nam przysługę Japończyków jedyny sposób obrony przed wejściem w bliższe, niepotrzebne relacje, można to wszystko obrócić w żart i nawet nieźle się bawić. Tym bardziej, że jak każde dzieci, kierowcy w końcu nudzą się taką rozmową z zabawką-obcokrajowcem i po prostu ją urywają – wówczas możemy spokojnie uciąć sobie drzemkę. Zdarza się jednak, że podrzuca nas ktoś, o wątpliwej poczytalności… Na przykład, grubszy, z pozoru normalny trzydziestoparolatek, spieszący się na o-bon do domu z północny kraju na południe, przechwala się, że nie mył się i nie spał już trzeci dzień. Mijamy miejsce wypadku drogowego – dość widowiskowego – samochód jakiejś kobiety dachował kilkadziesiąt metrów po mokrej nawierzchni, wypadł na pobocze drogi i wylądował na szczytach drzew. Kobieta została uratowana, co wyraźnie sprawia zawód „czyściochowi”. Postanawia sobie trochę pokrzyczeć i poudawać, że jest na miejscu poszkodowanej, która wpadła w poślizg… Kiedy indziej, pewien kierowca ciężarówki – otaku Terminatora, chcąc koniecznie opowiedzieć fabułę trzeciej części filmu, rozpoczyna pokazem na żywo jak głęboko Arnold dociska gaz do dechy w swojej ciężarówce – tymczasem droga przy przepaści wije się przed oczyma jak serpentyna… Jednak póki nie musimy zbyt długo czekać na okazję, można o takich przygodach zapomnieć w myśl przysłowia „wszystko dobre, co się dobrze kończy” i można to potem obrócić w żart, póki posuwamy się naprzód. Jednak raz na jakiś czas zdarza się, że przez dłuższy czas nikt nas nie zabiera. Wówczas najgorsze, co można zrobić, to… czekać dalej. Gdy stoimy blisko miasta, lepiej jest wrócić i zdecydować się na pociąg. Im ciemniej na horyzoncie, tym mniejsza szansa na sukces i większe prawdopodobieństwo, iż będziemy zmuszeni spędzić noc, wystawieni na własną pomysłowość. Nie trzeba dodawać, że jeśli znajdujemy się poza miastem, trzeba koniecznie dostać się do najbliższego miejsca postojowego (service area). Jednak zdarza się, że trafiamy tam grubo po zmroku i czynne są już tylko automaty z napojami i… toalety. Wbrew pozorom nie jest to takie zabawne, jakby mogło się wydawać.
Jak wszystko, również i autostopowanie w Japonii można jednak wpisać w jakiś system i stosując się do wypracowanych doświadczeniem wielu śmiałków zasad, jesteśmy w stanie w jeden, dwa dni dostać się w dowolne miejsce w Japonii. Tym bardziej, że częściej od przykrych sytuacji na drodze, może nam się przytrafić…

———-

 

3 „sustine et abstine” – łac. cierp i panuj nad sobą.

 Część 1

 Część 2