STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA

O NAS| KSIĘGA GOŚCI | KONTAKT | KTO JEST KIM   

[18 stycznia 2005]
[14 maja 2009]

Refleksje z dziesiątej rocznicy trzęsienia ziemi w Kōbe
   

    17 stycznia 2005 roku, Kōbe, akademik Uniwersytetu Kōbe (jap. 神戸大学) znajdujący się na sztucznie usypanej wyspie Port Island (jap. ポートアイランド), godz. 5.00 nad ranem.

    Dokładnie dziesięć lat temu, godz.5.48... Mieszkańcy miasta śpią, niczego nie podejrzewając. Oto znowu ziemia zadrżała. 6433 istnień ludzkich. Siła 7.3 w skali Richtera. Szok? Panika? Żal? Gniew? Dlaczego my... Pytania pozostawione bez odpowiedzi. Od wczoraj w telewizji w całej Japonii, ale przede wszystkim w lokalnej telewizji miasta Kōbe, Sun-TV, programy, kroniki: dowiadujemy się  jak, gdzie, kiedy, dlaczego i kogo za to winić. Najwięcej ofiar pochłonęły pożary. To była godzina, gdy żony zaczynają wyprawiać mężów do pracy, a dzieci do przedszkola. Na kronikach widać ogień, słychac jęki i płacz. Ale Japończycy w rzeczywistości siedzą spkojnie i czekają cierpliwie na strażaków, pomoc, cokolwiek, a może też wskazówki dotyczące tego, jak się zachować, czekają na coś ciepłego do zjedzenia i wypicia, kawałek koca do przykrycia. Jest przeciez środek zimnej i wietrznej japońskiej zimy w mieście portowym.  Patrzę na nich i wyglądają tak, jakby chcieli powiedzieć:  しょうもねえぇ („co poradzić...”). Jakaś obachan (po jap. starsza pani) w tv śmieje się i oto ogłasza światu przez przekaz NHK w czystym kansaiben (jap. 関西弁, dialekt języka japońskiego, którym posługują się mieszkańcy całego regionu Kansai, tj. Ōsaki, Kōbe, Kyōto, Nary, Shigi, Wakayamy i in.):

    大変やったで ! (ale się działo, nie ma co!).  Jeszcze inna starsza pani unosząc brwi, tak jakby chciała nas do siebie przekonać  pomrukuje:びっくりしたわよ! (aleśmy się zdziwili!) A siedzący obok dziadziuś dodaje: どうないこうなってしもうた? (jak to się mogło stać...?).
Teraz. Miasto żyje swoim życiem. Wszystko już  dawno wróciło do porządku dziennego. Do wczoraj miałam wrażenie, że Japończycy traktują opowiadanie o  Hanshin Awaji  Daishinsai (阪神淡路大震災, Wielkie Trzęsienie Ziemi w Kobe) jako jedną z głównych atrakcji turystycznych swojego miasta Kōbe, obok drugiej w Japonii po Yokohamie chińskiej dzielnicy Nankin Machi (神戸南京町) oraz byłej osady pierwszych obcokrajowców w Kōbe Ijinkan(異人館). Myliłam się jednak... W tym lekkim, beztroskim, pozbawionym cienia zadumy tonie jednak coś się od wczoraj zmieniło.

    Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Stojąc na balkonie mojego akademika, któremu  udało się przetrwać wstrząsy i dlatego jest tak obskurny (gdyby całkiem runął, to może wtedy władze uniwersyteckie postawiłyby nowy budynek), paliłam papierosa popijając gorącą zieloną herbatę.  Pomyślałam patrząc na zegarek: to było dziesięć lat temu. Już za parę minut... Muzyką nocy wszechogarniająca cisza, przerywana rytmicznym pluskiem fal roztrzaskujących się o urwisty brzeg wyspy. Stojąc tak w bezruchu, próbowałam wyobrazić sobie to dudnienie. Ten przeraźliwy hałas wnętrza rozdzierający głuszę, przyprawiający żywych o niemy krzyk...

    To było i już nie wróci.  Obudziłam się rano i postanowiłam iść  pieszo na kampus uniwersytecki Rokkō (神戸大学六甲台キャンパス). Przechodząc przez  Kōbe Ōhashi (神戸大橋、Wielki Most Kōbe, łączący miasto Kōbe z przyległą mu sztuczną wyspą Port Island), zostaliśmy ze znajomymi obcokrajowcami zatrzymani przez policjanta, który uśmiechając się poinformował, że właśnie tędy będzie za chwilę przejeżdżała para cesarska. Mieli być gośćmi honorowymi obchodów z okazji dziesiątej rocznicy trzęsienia ziemi odbywających się na Port Island. Zatrzymaliśmy się więc, gdyż okazja zobaczenia pary cesarskiej na żywo nie zdarza się studentom zagranicznym zbyt  często. A co dopiero w drodze do szkoły! Rzeczywiście w otoczeniu policji przejechała koło nas limuzyna, a z okna samochodu cesarzowa Michiko pomachała naszej grupie uśmiechając się skromnie. Stanęliśmy w osłupieniu i zgodnie stwierdziliśmy, że to był chyba dobry początek dnia. Gdy znaleźliśmy się w centrum miasta, w Higashi-yūenchi東遊園地- największym parku głównej dzielnicy handlowo – biznesowej miasta, Sannomiya (三宮), zauważyłam, że coś się będzie dziś w mieście działo, że jednak nie zapomnieli, że wciąż pamiętają.

    Poprzedniego dnia do Kōbe przyjechali jako wolontariusze licealiści z Fukuyamy (福山, miasto w prefekturze Hiroshima). Przywieźli śnieg. Ulepili z niego około sto maleńkich posągów jizō (地蔵, jeden z najpopularniejszych bóstw buddyjskich Japonii, odpowiada m.in. za opiekę nad zmarłymi dziećmi) i porozstawiali w całym parku. Na tym nie koniec.

   Młodzież poustawiała również na kształt koła kilkaset takezutsu – rōsoku (竹筒蝋燭, wydrążone z drzewa bambusowego puste w środku „rurki”, do których wkłada się świeczkę, lampiony bambusowe). Zapalono je dziś nad ranem dokładnie o 5:48. Ponieważ spieszyłam się na zajęcia, a dowiedziałam się od strażnika miejskiego, że główne obchody w parku rozpoczynają się po południu, postanowiłam niezwłocznie wrócić tam po zajęciach. W szkole zostaliśmy zwolnieni o 12.00 z zajęć i profesorowie zaprowadzili nas przed budynek Wydziału Zarządzania i Ekonomii, gdzie władze uniwersytetu odsłonią pomnik ku czci ofiar trzęsienia ziemi.

    Tego pamiętnego dnia zginęło trzydziestu siedmiu studentów Shindai'a (神大, skrócona potoczna nazwa Uniwersytetu Kōbe) i siedmiu ryūgakuseiów(留学生、student zagraniczny w Japonii.) Gdy tak tam stałam, złapała mnie za rękę nieznajoma Japonka, podając w milczeniu biały kwiatek, chyba lilię i wskazała na pomnik. Bez słowa podeszłam, położyłam kwiat i wróciłam na miejsce. Ceremonię zakończono. Studenci i senseie (先生、mistrz, nauczyciel, wykładowca) rozproszyli się w skupieniu do poszczególnych wydziałów.
Od wczoraj w Kōbe pada deszcz. Zaczęło padać wieczorem, gdy kończyliśmy obchody w parku. W jego pobliżu znajduje się drapacz chmur – to budynek oddziału dostawcy prądu na cały region Kansai (関西電力、kansai denryoku). Wieczorem zapalono w poszczególnych pokojach światło tak, że patrząc z daleka, okna z zapalonym światłem układały się na kształt cyfr: 1.17 czyli styczeń 17-go, dzień, w którym miasto nawiedziło trzęsienie ziemi.

   Tak sobie wczoraj stojąc na balkonie i popalając papierosa pomyślałam, że ten deszcz to  pewnie łzy są. Gdy na kampusie odsłaniano pomnik padał deszcz, ale świeciło słońce. A poza tym od rana na niebie pojawiła się piękna tęcza. Dziwna ta pogoda... A może to jakiś znak... Tu wciąż czuje się tę atmosferę. Zwłaszcza ludzie starsi, którzy pewnie stracili dzieci i wnuczęta, płaczą zastanawiając się, dlaczego to im nie dano pierwszeństwa śmierci. Widać to na ich twarzach - oni nie wstydzą się ocierać łez, gdy inni na to patrzą. Obchody będą trwały do końca miesiąca. Dziś wieczorem pójdę na koncert muzyki poważnej, chyba „Requiem” Mozarta grają. Posłucham, podumam w skupieniu i wrócę jak co dzień do szarego akademika. Po drodze przyłączę się choć na chwilę w parku do procesji. Przed oczami  hasło ,które uśmiecha się do nas, wszystkich mieszkańców Kōbe z naklejek na szybach  pociągów Hankyū  (阪急電鉄, jeden z prywatnych przewoźników kolejowych i autobusowych w rejonie Kansai) ; to na temat trzęsienia ziemi: 神戸市からの発信今までしてきたこと、これかすること!(głos z miasta Kōbe: to co zrobiliśmy do teraz, ale też to co zrobimy od teraz!....piękne słowa, prawda?

Marcelina Leśniczak

© Japonica Creativa 2002 - 2009