![]() |
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
[24 lutego 2006] Wymiana kulturowa w miasteczku Okabe W listopadzie ubiegłego roku udałem się do pewnego gimnazjum w mieście Okabe w prefekturze Saitama z ważną misją krzewienia kultury polskiej . Na miejscu „akcji” zjawili się również trzej inni Polacy oraz przedstawiciele innych narodów min. Niemiec, Chin, Wysp Toga. „Wymiana kulturowa” (交流 - kōryū) w japońskim systemie edukacji stanowi bardzo ważny element. W Japonii wciąż istnieją miejsca (a do takich zalicza się Okabe), gdzie na widok cudzoziemca ludzie, a szczególnie dzieci, reagują nieprzewidywalnie. Dlatego przynajmniej raz w semestrze odbywają się specjalne zajęcia z cudzoziemcami, podczas których uczniowie mają możliwość posłuchania o zwyczajach, tradycji danego regionu, a co najważniejsze, po prostu porozmawiać i uścisnąć rękę tzw. gajdzina. A teraz zapraszam Czytelników na wycieczkę po gimnazjum...
Tuż po „odprawie”. Jako że jest to Japonia, zostaliśmy dokładnie poinstruowani
ile mamy czasu na prezentacje i do jakich klas się udać. Oczywiście było też
krótkie powitanie ze strony dyrekcji i wspólny posiłek.
W klasie przywitały nas polskie flagi i łańcuszek z origami. A na tablicy, tak
na wszelki wypadek, plan zajęć: „ wprowadzenie”, „przedstawienie uczestników”,
„rozmowa o Polsce”, „pytania”, „podziękowania” i „zakończenie”. W ogóle
odnieśliśmy wrażenie, że całe zajęcia były mocno „wyreżyserowane”- począwszy od
dokładnego mierzenia czasu (5min. na przedstawienie, 25 min. na część główną, 10
min. na pytania i 5 min na zakończenie) na pytaniach od uczniów kończąc. Były
one przygotowane wcześniej i wcale nie dotyczyły naszej prezentacji.
Każdy uczeń przychodzi do szkoły z własnym kaskiem. To jest obowiązek. Musi go nakładać w drodze do i ze szkoły. Po co? Otóż w wąskich uliczkach japońskich miast nietrudno o wypadek, a taki kask daje choć cień nadziei na przeżycie lub przynajmniej zmniejszenia obrażeń... „Wymiana kulturowa” to świetna zabawa nie tylko dla dzieci, ale też i dla nas. Raz udało im się też całkowicie nas zaskoczyć, kiedy jedna z dziewczyn poprosiła o opowiedzenie polskiej bajki... „Bajki” to ja dziewczynom często opowiadam, ale nie takim młodym i nie staropolskie... Ale nie było rady, wspiąłem się na wyżyny mojej japońszczyzny i zacząłem opowieść o „Szewczyku Dratewce”... Najwięcej frajdy było oczywiście na przerwie. O ile w czasie lekcji panowała trochę japońska (czyt. sztywna) atmosfera, to po dzwonku wszyscy do nas podbiegli, krzyczeli jeden przez drugiego, robili z nami zdjęcia, podawali rękę - prawa, lewa - nieważne, aby tylko dotknąć gajdzina. Na zakończenie wszyscy uczestnicy wymiany otrzymali zrobione przez uczniów upominki: origami, bączki itp., a od nauczycieli kopertę... Tak, tak, Japonia to dziwny kraj. Tutaj nawet za opowiadanie bajek można dostać (sowitą) zapłatę.
Ekipa gaidzinów w drodze powrotnej z Okabe - pierwszy plan zajmuje autor zdjęć, a drugi - autor tekstu będący wciąż pod silnym wrażeniem przeżytej przygody. ;)
tekst:
zdjęcia:
|
![]() |