![]() |
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
[12 października 2005]
Wakacje w Japonii! 3 lata temu przez internet poznałam Yachiyo z Kawasaki. Okazało się, ze mamy podobne zainteresowania i charaktery, a nawet odpowiada nam ta sama liczba w numerologii (hobby Yachiyo). Rok temu Yachiyo przyjechała do Polski, a w tym roku przyszła kolej na mnie. Na zaproszenie Yachiyo i jej rodziny wyruszyłam do mojej wymarzonej Japonii. Co tu dużo mówić, były to wakacje mojego życia!! Oto małe foto-story z tego lata...
Yachiyo mieszka w domu, który stoi na ziemi należącej do jej rodziny od 500 lat. Pokój gościnny jest urządzony w stylu japońskim, więc miałam szansę spać na futonie tuż pod buddyjskim ołtarzem!!
W dniu mojego przyjazdu rodzina i sąsiedzi urządzili imprezę powitalną. Było sushi (m'm'm) i sashimi (m'm'm'm). Wszyscy dziwili się, że smakuje mi surowa ryba, ale uspokoiłam ich, że w Polsce jemy surowe mięso- tatara (którego ja co prawda nie jadam...), więc nie jest to dla mnie żadne barbarzyństwo!!
Największym przystojniakiem wieczoru był 4-miesięczny Take-chan z
sąsiedztwa. ^_^ Jego mama jest Tajką, a tata Japończykiem. Potem
widzieliśmy się niemal codziennie. Takeshi lubi hiszpańskie kołysanki i spacery po
ogrodzie.
Ofiarne sake w świątyni Hachiman-gu. Yachiyo powiedziała, ze potem wszystko wypijają kapłani!!
Zobaczenie Wielkiego Buddy z Kamakury było jednym z moich największych marzeń (szczególnie od czasów pamiętnej czytanki w podręczniku do japońskiego na pierwszym roku studiów ^_^). Daibutsu jest niebieski i faktycznie robi wrażenie!
Na Oshimę popłynęłyśmy promem, po drodze podziwiając nocne światła Tokio i Yokohamy. To nie San Francisco, ale Rainbow Bridge w Yokohamie!
Na Oshimie urodziła się Godzilla i Sadako z "Ringa". Nad całą wyspą góruje wulkan Mihara-yama, który ostatnim razem wybuchł w latach osiemdziesiątych. Jest onsen i kilka plaż, a po ulicy chodzą dzikie małpki. Zatrzymaliśmy się w domu dziadków Yachiyo...
Dziadek już na wstępie powiedział mi, że nie boi się gaijinów i nie ucieka od nich na ulicy. Dowiedziałam się od niego wielu interesujących rzeczy o wojnie i nie tylko.
Ta malutka, podłużna wysepka widoczna nad barierką to Fudo-jima, czyli "Wyspa Pędzel", o czym informuje napis na kamieniu.
Wieczorem poszliśmy oglądać tańce bon odori.
Widoki z shinkansenu
Stare Kioto zrobiło na mnie wielkie wrażenie!
Pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Nary, gdzie po ulicach chadzają sobie wolno jelonki shika. Wyglądaj bardzo słodko i niewinnie, ale tak na prawdę, to napadają na turystów, chcąc dostać od nich jakiś przysmak i straszą małych Japończyków.
Straszliwy strażnik bramy w świątyni Todaiji. Tak groźne spoglądał, że aż się go bałam!!! ^_-
Świątynia Todaiji i Wielki Budda (jeszcze większy niż ten z Kamakury).
Kadzidła ofiarne przed świątynią. Proszę zwrócić uwagę na buty tej Japonki po lewej stronie. Czegoż to Japończycy nie założą by wyglądać modnie!!
Jak dla mnie było za gorąco nawet na japonki. Musieliśmy odpocząć trochę w cieniu, dlatego poszłyśmy do ogród Isuien.
Moim ulubionym miejscem była Yokohama. Pojechaliśmy tam w niedzielę, kiedy wszyscy Japończycy z okolicy ścigają do Yokohamy na randki!! Było kolorowo i tłumnie...
Chinatown w Yokohamie.
Yachiyo i jej ukochany.
Byłam tez w Tokio. Przewodniczką była siostra Yachiyo - Hidemi, która uwielbia Shibuyę, karaoke, purikury i robienie zdjęć...
W Harajuku oglądaliśmy sklepy w stylu gothic-lolity (niestety nie było mojego rozmiaru...).
Wejście do Harajuku.
W Shibui poszłyśmy na karaoke i na zakupy!!
Któregoś dnia pojechaliśmy do prefektury Yamanashi obejrzeć górę Fuji...
Niestety nie miałam szczęścia, bo góra schowała się za chmurami i wyszło mi niezbyt efektowne zdjęci, chlip.
Na pocieszenie zjedliśmy obiad w tradycyjnej restauracji...
...podającej specjalność regionu - makaron hoto.
Kolejne dni spędziłam na odpoczynku i zwiedzaniu okolicy...
Wujek Yachiyo zaprosił mnie do restauracji sushi. Wszystko przyrządzano na naszych oczach!!!
A to zjedliśmy! W górnym rogu widać kawałek sałatki z przyssawek ośmiornicy!!
W ostatnie dni mojego pobytu w Japonii, zaczął się Obon, japońskie święto Zmarłych. Razem udekorowaliśmy domowy ołtarz buddyjski, butsudan.
Według japońskich wierzeń, duchy przodków wstępują na konia i krowę i przyjeżdżają do swojego rodzinnego domu. Co ciekawe, te wierzchowce zrobione są z... bakłażana i ogórka!!
Japończycy często wyznają równocześnie buddyzm i shintoizm. Podobnie w rodzinie, z którą mieszkałam. W drugim pokoju stał ołtarz shinoistyczny - kamidana.
A to tanuki - japońska wersja naszego krasnala z ogródka. ^_^ Trudno było wybrać tylko kilka zdjęć do tej prezentacji. Przez trzy i pół
tygodnia, które spędziłam w Japonii tyle się wydarzyło! A wszystko dzięki
temu, że kilka lat temu na stronie poświęconej pen-palom
(korespondencyjnym znajomym) znalazłam Yachiyo. ^_^ zdjęcia i tekst: |
![]() |