![]() |
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
[4 grudnia 2002] Diabeł, który nauczył się kochać - sztuka Asaya Fujity - "ONI" Spektakl Teatru Animacji w Poznaniu rozpoczyna się wyjątkowo o godzinie 19. W kolejce po bilety ustawiają się już nie rozkrzyczane i hałaśliwe dzieci, ale studenci japonistyki, sinologii, wykładowcy, teatrolodzy, kulturoznawcy, młodzi ludzie, zafascynowani teatrem, chętni do przyłączenia się do naszej dyskusji. "Oni" - sztuka japońskiego dramatopisarza Asaya Fujity - choć przeznaczona dla młodego widza, z wielkim powodzeniem wystawiana przez aktorów Teatru Animacji, w reżyserii Lecha Chojnackiego, swoją wyjątkową formą, nawiązującą do trzech klasycznych teatrów japońskich - nō, kabuki, bunraku, a jednocześnie treścią próbującą pokonać granice kulturowe i obyczajowe, otwiera ciekawą perspektywę poznania, w której wypadałoby zadać pytanie: na ile przesłanie tej sztuki spełnia aspekty uniwersalne, a na ile zaś pozostaje powiązana z pewnym określonym dla siebie kontekstem kulturowym? Historia diabła (Oni) skazanego na życie pomiędzy światem żywych a światem umarłych, niewidoma, osierocona przez matkę dziewczynka imieniem Yuki, twarze aktorów ukryte pod maskami, surowa, wręcz naga scenografia, gdzie szczegół ma zastąpić wszystko, monotonna muzyka, imitacja gestów. Ale "Oni" Asaya Fujity to nie tylko bajka o ośmieszonych i samotnych, których w końcu połączyła przyjaźń. Bo pod tą pozornie banalną historią, pod kostiumami, maskami, rekwizytami, autor ukrył trudną dla młodego widza refleksję o życiu i śmierci. Widz jest zatem świadkiem "sporu" między estetyką a etyką, tym co piękne, a tym co mądre i prawdziwe, ale czy rzeczywiście uniwersalne? Aktorzy Teatru Animacji stworzyli spektakl, gdzie, tak jak w klasycznych formach teatru japońskiego , każdy gest i ruch aktora jest przemyślanym, wiele razy ćwiczonym "przedstawieniem", gdzie nie ma miejsca na przypadek, czy pomyłkę. Nienagannie, bez niepotrzebnych uproszczeń wykorzystują stałe dla teatru japońskiego wzory zachowań i ekspresji scenicznej - kata. Jest więc znane z teatru kabuki mie, gdy cała scena zamiera w bezruchu tworząc żywą scenografię. Te niełatwe do uchwycenia dla zachodniego widza momenty "nie czynienia", a więc zawieszenia akcji, potęgują napięcie i są do dziś najbardziej oczekiwanymi chwilami przez widzów japońskich. Uwagę zwracają również maski, które idealnie oddają klimat teatru nō, a aktorzy nie zapomnieli o tym, że scena przeistoczenia się aktora w główną postać sztuki dokonuje się na oczach widzów, tak więc i tu symboliczna zawsze scena nakładania maski nie pozbawiona została należytego jej patosu, a zarazem powagi. Nie to jednak czyni spektakl Teatru Animacji szczególnym, ani koloryt czy egzotyka sztuki, ani doskonałe zrozumienie, a tym samym oddanie nastroju sztuk japońskich - i to zarazem trzech na jednej scenie! - ale właśnie pytanie, które zadałam na początku - czy mądre (w tym wypadku jest to też piękne) zawsze oznacza ponad kulturowe? Może tak postawione pytanie w kontekście całego spektaklu, tak przecież doskonałego i nie budzącego żadnych, przede wszystkim wizualnych zastrzeżeń, jest trudne, ale pierwszą myślą jaka nasuwa się podczas oglądania sztuki jest to, czy dokładnie tak samo zostanie odebrana przez dziecko japońskie i przez dziecko wychowane w kulturze europejskiej. Przecież Asaya Fujita nie chce wcale zakończyć swojej sztuki " i żyli długo i szczęśliwie", ale każe nam oczekiwać wręcz najgorszego: "Tak miało być. Dwa samotne serca spotkały się. Spotkały się. I żyli długo i szczęśliwie... Oby ta historia tak się skończyła." Czy zatem jest to baśń dla dzieci? Czy ofiara, jaką należy ponieść nie jest zbyt wielka? Czym jest śmierć diabła w ramionach uzdrowionej Yuki? I wreszcie - jakie jest owo zakończenie? Asaya Fujita zaskakuje. Zaskakuje nie tylko młodych widzów, dla których pisze swoje sztuki, ale chyba jeszcze bardziej nas - dorosłych, przyzwyczajonych do szczęśliwych zakończeń wszystkich baśni. Nie pozwala, aby historia zakończyła się tak łatwo, nie daje gotowych odpowiedzi, trzyma do końca w napięciu i niewiedzy, udowadniając tym samym uniwersalność swego przesłania. Choć zdecydował się umieścić swoich bohaterów między życiem a śmiercią, zmuszając tym samym do poniesienia ofiary - tej największej - to właśnie dzieci, czy to japońskie czy z innych kręgów kulturowych okazały się odbiorcami jego sztuk. Bo ponura myśl, że "Oni " to sztuka o śmierci, gdzie tak naprawdę nie zwycięża wcale dobro, może towarzyszyć jedynie dorosłemu. Dziecko odczyta ją jako historię o diable, który pokochał niewidomą dziewczynkę, pozwalając sztuce pokonać karkołomne granice, których nie zna świat dziecka. Jakie zatem jest zakończenie? Czy widz ujrzy jedynie piękno i koloryt owej sztuki, a może jednak szuka w niej również mądrości? Co zatem pozostaje? Czy widz - ten dorosły, oczekujący odpowiedzi i jasności przesłania - jest w stanie zrozumieć słowa Matki Gór "Mukashi, mukashi, aru tokoro ni..."? Dziecko z pewnością tak. Justyna Kasza Teatr Animacji w Poznaniu Asaya
Fujita -"ONI" (jap."BEKKANKO-ONI) OBSADA: Spotkanie studentów japonistyki, sinologii, teatrologii, kulturoznawstwa oraz wszystkich zaproszonych gości z aktorami Teatru Animacji odbyło się 4 grudnia 2002 roku. Cały tekst, podobnie jak wszystkie publikacje Koła Naukowego Japonica Creativa, objęty jest prawami autorskimi. |
![]() |