![]() |
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
[10 kwietnia 2006] Góralu! Czy ci nie żal sakury? Dnia 25 marca 2006 r. poznańska publiczność miała okazję uczestniczyć w wydarzeniu niezwykłym. Oto w Sali Wielkiej Centrum Kultury „Zamek” miało miejsce wyjątkowe spotkanie dwóch tradycji muzycznych. Na ten jeden wieczór scena stała się rzeką, z której nurtu wynurzały się na przemian harmonie znane, rodzime - polskie i współbrzmienia nieco odmienne, tajemnicze, orientalne - japońskie. Niekiedy dało się słyszeć polskość jakby subtelnie zabarwioną kwiatami wiśni - dwa style delikatnie wpływały na siebie, wszystko po to, by na koniec głosy obu kultur ostatecznie połączyły się w nostalgicznym pytaniu: „Góralu, czy Ci nie żal?”. Tak, tak, żałuj góralu, jeśli Cię nie było na tym koncercie, tak jak my wszyscy żałujemy, że ten wieczór tak szybko minął. Sala była wypełniona po brzegi. Podekscytowana publiczność trzymała w dłoniach liście i płatki kwitnącej wiśni znalezione na fotelach… Mowa tu oczywiście o trafnie dobranych kolorach programów koncertu, których zieleń idealnie współgrała z delikatnym różem wyciętego na kształt płatków kwiatowych papieru. Wykaligrafowane były na nich słowa tradycyjnej piosenki japońskiej Sakura, którą usłyszeliśmy w drugiej części koncertu. Nie ulega wątpliwości, że wszystko zostało „zapięte na ostatni guzik”. Podczas gdy niecierpliwie spoglądaliśmy w stronę sceny, przed którą ustawiony był tajemniczy stół zastawiony na całej długości…dzwonkami, do naszych uszu dobiegły dźwięki fortepianu i na estradzie zaczęły pojawiać się eleganckie młode kobiety w pięknych złotobrązowych sukniach. Były to członkinie poznańskiego Chóru Dziewczęcego SKOWRONKI pracującego pod dyrekcją pani Alicji Szelugi, którym akompaniowała pianistka, pani Natalia Solarek. Za moment ujrzeliśmy samą panią dyrygent, na której znak w stronę publiczności popłynęły pierwsze dźwięki chóru kobiet z opery Straszny dwór Stanisława Moniuszki. Od razu można było dostrzec efekty pracy pani Teresy Nowak – choreograf zajmującej się ruchem scenicznym. Chórzystki poruszały się po estradzie naturalnie i z wdziękiem, każdy ich ruch odzwierciedlał charakter i słowa danego utworu. Dobrą emisję głosu dziewczęta z pewnością zawdzięczają pani Benignie Jaskulskiej, której ogromny wkład pracy mogliśmy docenić słuchając zwłaszcza partii solowych poszczególnych chórzystek. Zaangażowanie wszystkich wspomnianych pań w przygotowania zaowocowało bardzo dobrym koncertem Skowronków. Po wspomnianym już fragmencie opery Straszny dwór Poznanianki zaprezentowały trzy polskie melodie ludowe: Kokoszkę jarzębatą z Warmii i Mazur, Kołysankę z kielecczyzny oraz niezwykle popularną również w Japonii piosenkę Szła dzieweczka, tu w opracowaniu Tadeusza Sygietyńskiego. Mieliśmy doskonałą okazję podziwiać bogactwo folkloru polskiego, którego różne oblicza ukazał nam chór „Skowronki” w wykonanych utworach. Po pierwszej prezentacji gospodarzy koncertu nadszedł czas na występ gości z Japonii. Chór dziewczęcy HIKARIGAOKA z katolickiej szkoły misyjnej w Okazaki pod dyrekcją pani Kiyoko Shiratori rozpoczął swój koncert od polskiej piosenki ludowej pt. Tramblanka. Znajoma melodia zabrzmiała w naszych uszach w jakimś ciekawie odmienionym wykonaniu, wzbogacona o orientalną wrażliwość i japońską dyskrecję. Niesamowita radość, z jaką chórzystki wyśpiewywały polskie słowa, tak trudne w wymowie dla Japończyków, udzielała się publiczności potęgując uczucie wdzięczności za ten polski akcent w programie, który odebraliśmy jako ukłon w stronę naszej tradycji. Uroczo podrygujące do rytmu postacie młodych Japonek w pięknych kolorowych kimonach wydawały się jakby częścią zupełnie innego świata i pewnie dlatego tak trudno było nam rozpoznać wśród nich dziewczęta, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać wcześniej tego dnia na poznańskim Starym Rynku. Pełnię swoich możliwości wokalnych chór HIKARIGAOKA zaprezentował w następnych trzech utworach autorstwa dwudziestowiecznych kompozytorów. Przepiękne Ave Maria Gustava Holsta napisane na osiem głosów żeńskich rozbrzmiewało cudownymi harmoniami akordów sprawiając wrażenie bardzo autentycznej, uniwersalnej dla wszystkich kultur modlitwy. Z tego efektu z pewnością zadowolony byłby sam kompozytor, który inspiracje do swej twórczości często czerpał z kultur pozaeuropejskich, zwłaszcza z Indii. Ave Maria, napisana na przełomie XIX i XX i oparta na ogólnych zasadach harmoniki funkcyjnej, stanowiła ciekawy kontrast w stosunku do następującego po niej Futagoza no Awaki Hikari wa (Blade światło gwiazdozbioru Bliźniąt) Teruakiego Suzuki. Kompozycja ta, napisana w 1999 r. jest niezwykle popularna wśród żeńskich chórów szkolnych w Japonii. Wyczuwalna gdzieś w głębi harmonii utworu pentatonika – skala charakterystyczna dla muzyki azjatyckiej, wraz z widokiem barwnych kimon chórzystek wprowadziła nas w klimat muzyki japońskiej. Podtrzymała go następna kompozycja wykonana tego wieczoru: Ukiyo ni (W ulotnym świecie) autorstwa Akiry Nishimury. Słowa tego utworu napisane na podstawie średniowiecznego eposu japońskiego Heike monogatari, traktowały o rozpaczy kobiety, która wiele straciła na skutek wojny. Japońskie chórzystki z niezwykłą precyzją wyśpiewywały liczne glissanda, tutaj wyrażające smutek bohaterki, i melodie oparte na małych skokach interwałowych, tak charakterystyczne dla twórczości Nishimury. Ukiyo ni zawierał chyba największy ładunek emocjonalny spośród wszystkich utworów zaprezentowanych tego wieczoru. Jednak największe owacje wśród publiczności wzbudził nie śpiew, lecz gra Japonek. Dzwonki, które do tej pory leżały na podłużnym stole przed sceną, zadźwięczały w aranżacjach popularnych utworów It’s a small world, When you wish upon a star i Disneyowskiego Alladin Medley. Cała widownia zamarła oczarowana bajecznymi odgłosami dochodzącymi ze sceny. Narzucało się wręcz pytanie „Jak one to robią?”. Bo jakby za dotknięciem klawiszy jakiegoś magicznego fortepianu rodziły się harmonie pełne, niebiańskie barwy, krystaliczne dźwięki dające poczucie mistycznego piękna. Precyzja, z jaką dziewczęta wprawiały w ruch swe instrumenty oraz taniec, który temu towarzyszył, stanowiły również niezapomnianą ucztę dla zmysłu wzroku. I jeśli „wszyscy staniemy się 'dźwiękami' w raju”, jak stwierdził kiedyś Joaquin Rodrigo, to wszyscy obecni na koncercie z pewnością marzyli, żeby zostać kiedyś japońskim dzwoneczkiem. W drugiej części koncertu usłyszeliśmy utwory w stylu trochę bardziej rozrywkowym. SKOWRONKI wykonały Idem velle Lode Dieltiensa, bardzo zróżnicowane wyrazowo Stuff n’Nonsense Normalna Luboffa i japońską piosenkę dziecięcą Hotaru koi (Chodź, świetliku) w opracowaniu Ro Ogura. Wszystkie one potwierdzały bardzo dobry poziom artystyczny chóru. HIKARIGAOKA zaprezentowała natomiast Yagibushi (Piosenka z Yagi)– tradycyjną melodię japońską, która urzekła publiczność szczególnie ze względu na użyte podczas tańca parasolki, wspaniale oddające klimat dawnej Japonii. Usłyszeliśmy również popularną w Polsce piosenkę Shimauta (Pieśń wyspy) której towarzyszył ciekawy układ choreograficzny oraz akompaniament fletu poprzecznego, a także Thank you for the music w opracowaniu Ingegarda Idara. Występ Japonek zakończyła jedna z najbardziej znanych na świecie japońskich piosenek, melancholijna Ue wo muite arukou (Idźmy, patrząc w niebo). Na koniec tego pełnego wrażeń wieczoru polskie SKOWRONKI i japoński HIKARIGAOKA połączyły się w jeden chór ciesząc nasze uszy znanymi melodiami ludowymi z obu krajów. Usłyszeliśmy Sakurę i Górala, które jeszcze raz na krótko pozwoliły nam zachwycić się folklorem narodów z dwóch odległych części świata. Jednak na tym podsumowującym cały koncert finale śpiewy się nie zakończyły. Brzmiały w naszych uszach nie tylko podczas kilku bisów na sali, ale również na późniejszym przyjęciu, gdzie dziewczęta otoczywszy stół, jeszcze raz wykonywały swe ulubione piosenki i zapewniały nas zgodnym chórem, że naprawdę kochają śpiewać.
Fragmenty utworów wykonanych podczas koncertu Hikarigaoka:
Ave Maria
Ukiyo Ni
Aladdin Medley
Yagibushi
Ue wo muite arukou Skowronki:
Hotaru Koi Chóry połączone:
Sakura
Góralu Tekst: Alicja Majewska |
![]() |