STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA

O NAS| KSIĘGA GOŚCI | KONTAKT | KTO JEST KIM   

[4 października 2005]

JAPAN NOW 2005
Kraków 15-20 września

     Trzy lata temu Shigeo Makabe (reżyser teatralny z Tōkyō) oraz Imre Thormann (choreograf i tancerz butō z Bernu) wpadli na pomysł, aby zaprezentować europejskiej publiczności namiastkę współczesnej sztuki japońskiej. Wspólnymi siłami stworzyli festiwal o niebanalnej nazwie "Japan Now". W imprezie brali udział artyści zarówno żyjący na co dzień w Japonii, jak i tacy, którzy wyjechali poza jej granice. Tegoroczna, trzecia już edycja festiwalu, odbyła się w trzech miastach Europy: Bernie, Berlinie i Krakowie.

     Dla polskiej publiczności był to festiwal niewątpliwie trochę pechowy. Pechowy, bo niekompletny. Zabrakło ciekawie zapowiadającego się występu Yui Kawaguchi i Yuko Matsuyama. Artystki bez podania konkretnego powodu zapowiedziały, iż nie zatańczą i tyle. Koniec, kropka. A szkoda. Druga przykra niespodzianka czekała nas tuż przed spektaklem grupy teatralnej OM-2. Otóż kilka dni wcześniej główny aktor złamał nogę podczas przedstawienia w Berlinie i reżyser został zmuszony do zaprezentowania nam trochę okrojonej wersji swojego spektaklu. To już zabolało. Ale to, co mieliśmy okazję zobaczyć w Krakowie było i tak warte przejechania całej Polski. W końcu nie codziennie mamy do czynienia w naszym kraju z japońskim teatrem, tańcem, muzyką... Przynajmniej nie w wersji "live".

     Taniec butō Imre Thormanna zainaugurował polską część festiwalu. Występ pt. "Voyager" wziął swą nazwę od statku kosmicznego, który 28 lat temu opuścił nasz układ słoneczny. Na jego pokładzie znajdowały się symbole naszych czasów: filmy, zdjęcia, muzyczne przeboje. Thormann stał się podróżnikiem, który wyruszył we własną podróż. Podróż przez życie. Swój występ rozpoczął w absolutnych ciemnościach. Ubrany w białą suknię powoli, konsekwentnie brnął przed siebie. Głuchą ciszę od czasu do czasu przecinały dźwięki kompozycji Nika Baertscha. Taniec Imre Thormanna był dość lakoniczny, bardzo oszczędny, jakby zawieszony w czasie. Momentami aż nudny. Mimo iż tancerz się starał, jakoś nie potrafił wywołać poruszenia u swych odbiorców. Przynajmniej ja odniosłam wrażenie, że nie był do końca prawdziwy. Po prostu nie uwierzyłam mu... Występ nie był zły, był... przyzwoity. Ale dla takiego artysty - to chyba obraza.
 


"Voyager".
Taniec butō Imre Thormanna.
 

    Po tym trochę bezbarwnym początku, przyszła pora na nieco ciekawsze części programu. Cały festiwal odbywał się w Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha", z wyjątkiem jednego spektaklu. Grupa teatralna Zinjanthropusboisei (nazwa zapożyczona notabene od jednego z najstarszych plemion odkrytych w Afryce) miała zaszczyt wystąpić w krakowskiej PWST. Sztuka Alfreda Jarry "Ubu Rex" została przeniesiona na scenę w nieco innej, zupełnie antynaturalistycznej konwencji. Opowieść o pragnieniu i dążeniu do zdobycia władzy, o zbrodni i konsekwencjach. Klasyczna historia przedstawiona w trochę nieklasyczny sposób. Świat zaaranżowany na scenie przesycony został groteską i komizmem. Choćby wciąż powracający motyw zabójstwa króla, którego szkielet pojawiając się to tu, to tam, towarzyszy do końca przedstawienia. Wygląd, czasem animalistyczny sposób gry aktora potęgował poczucie odrealnienia. Ponieważ akcja spektaklu toczy się w neutralnej, nie biorącej udziału w żadnych konfliktach zbrojnych (przynajmniej przez ostatnie 60 lat) Japonii, rodzą się wątpliwości co do rzeczywistych pragnień człowieka i prawdziwej ludzkiej natury. Teoretycznie przecież wszyscy pragniemy spokojnego, łatwego życia, a mimo tego spala nas obsesyjna żądza uczestniczenia w gwałtach, rozbojach i innych okrucieństwach tego świata. A wszystko po to, by zademonstrować swą potęgę i jednocześnie zagarnąć jej coraz więcej. "Ubu Rex" w wykonaniu Japończyków z Zinjanthropusboisei wzbudza lekki niepokój, gdyż przewiduje takie ewentualności, na które my sami nie jesteśmy absolutnie gotowi. Wprowadza w życie misternie uknuty plan. A aktorzy fantastycznie wprowadzili go na scenę. Za co dostali z resztą gromkie brawa.
 


"Ubu Rex".
Król niedługo stanie się ofiarą spisku Ubu.
 


"Ubu Rex".
Ubu zostaje królem.
 


"Ubu Rex".
Król Ubu robi wszystko, no co ma tylko ochotę.
 


"Ubu Rex".
Żądny władzy Ubu wypowiada wojnę Rosji.
 

     Na sam koniec festiwalu organizatorzy zafundowali nam przysłowiowy gwóźdź programu. Wspomniana już grupa OM-2 przyjechała do Polski z przedstawieniem pt. "Hamletmaschine" opartym na sztuce Heinera Müllera. Spektakl w swym pierwotnym założeniu poprzez historię Hamleta miał ukazywać sprzeczności i konflikty dzisiejszego Tokyo. W Krakowie zaprezentowano nieco krótszą wersję tej realizacji scenicznej. Pomimo tej zmiany, byliśmy świadkami czegoś zupełnie niesamowitego. Nie było wielkich teatralnych gestów, pompatycznych tańców czy przesadnej egzaltacji. Introwertyczna gra aktorów tylko niekiedy znajdowała odzwierciedlenie w ruchu i ciele. Byliśmy świadkami bardzo silnych emocji i niesamowitej koncentracji. Ten niemalże autystyczny świat wykreowany na scenie uderzał mocniej niż tysiące słów. Chłopak lepiący z gliny ludzką postać, a potem niszczący ją w dzikiej furii. Postać dziewczyny zamkniętej w wielkim balonie, szukającej drogi ucieczki. Pan z parasolką rozrzucający setki tych samych zdjęć. No i ludzka maszyna wystukująca bolesne historie. Różne opowieści, różne osobowości i osobliwości. A pośrodku wszystkich Atsushi Sasaki ze złamaną nogą, na wózku inwalidzkim. Wrażenie jeszcze bardziej przytłaczające i przygnębiające. Nic dziwnego, że to tu, to tam ktoś pociągał nosem.
 


"Hamletmaschine".
Uwagę widza skupiały przede wszystkim osobliwe kreacje aktorskie.



"Hamletmaschine".
Przez cały spektakl aktorom towarzyszyła niesamowita koncentracja.
 


"Hamletmaschine".
Spektakl wywoływał silne emocje zarówno wśród widzów, jak i aktorów.

 

hamletmaschine.avi
Plik video - fragment spektaklu "Hamletmaschine"
scena z zdjęcia powyżej
56 sekund; 6,7 MB


"Hamletmaschine".
"Ludzka maszyna" stanowiła niezaprzeczalnie oryginalną formę wyrazu.
 

hamletmaschine2.avi
Plik video - fragment spektaklu "Hamletmaschine"
scena z zdjęcia powyżej
56 sekund; 6,3 MB

    
     Spektakl grupy OM-2 pożegnał nas z tegoroczną edycją festiwalu "Japan Now". W jego trakcie mogliśmy również przyjrzeć się niewielkiej wystawie obrazów, plakatów i rzeźb sprowadzonych w ramach owego festiwalu. Już za rok czeka nas kolejna impreza z tego samego cyklu. Jeżeli zawierzyć trzyletniej tradycji, współczesna sztuka japońska także w 2006 roku zawita na kilka dni do Polski. Oby tak się stało. Bo warto.


tekst, zdjęcia oraz filmy:
Weronika Bruniecka


Japonica Creativa 2002 - 2009