![]() |
|
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
|
[3 listopada 2009] Per aspera ad Iaponiam Powiedzmy, że pojechaliście w lutym do Warszawy zdawać egzamin stypendialny. Staraliście się nie wiązać z nim wielkich nadziei i dobrze, bo okazało się, że teksty są trudne, pytania dziwaczne, a odpowiedzi równie dobrze można by było zaznaczyć na chybił-trafił. Ale tym nie warto się przejmować, wszyscy inni mają bardzo podobne odczucia. Kładziecie więc na sprawie krzyżyk i kiedy tydzień później okazuje się, że przeszliście pierwszy etap, przeżywacie wielkie zaskoczenie. Nie spodziewaliście się. No cóż, teraz tylko rozmowa kwalifikacyjna i… stop! Zanim dojdzie do rozmowy, dostaniecie listę dokumentów, jakie musicie zebrać, żeby w ogóle do niej podejść. W roku 2009 wyglądała ona tak (poszczególne punkty są jednocześnie linkami do odpowiednich formularzy):
• Opis procedury (po angielsku): Oczywiście dostaniecie własną listę, ale bez linków, a niestety nie wszystko jest tak ewidentne, jak się wydaje.
Wybrać należy trzy uniwersytety, na które chcielibyście pojechać, ich opisy znajdują się tutaj: Po żmudnym i denerwującym kompletowaniu papierów, czeka was kolejna wycieczka do stolicy na rozmowę, która sama w sobie jest niezbyt długa i niezbyt poważna. Prowadzą ją zazwyczaj dwie osoby – Japończyk i Japonka, którzy będą was pytać o przyszłość, wasze cele, dlaczego chcecie jechać na to stypendium itd. Czasem pojawi się niespodziewane, dziwne pytanie, typu „Którego Japończyka uważasz za najprzystojniejszego?”, ale na ogół konwersacja przebiega dość przewidywalnie. I po rozmowie. Świetnie, dwa etapy za wami! Teraz zostało tylko czekać na werdykt, który zwykle ogłaszany jest około połowy sierpnia. Jeszcze jakiś czas temu trzeba było samemu dzwonić do ambasady, najlepiej codziennie, wypytywać, czy już czasem nie przyszły wyniki, teraz na szczęście dostaje się powiadomienie e-mailem. Miesiąc później dostajecie elektroniczny bilet, a po drodze powinien przyjść list, bądź mail, z waszego japońskiego uniwersytetu, w którym znajdą się różne przydatne szczegóły pobytu.
Teraz najważniejszą rzeczą jest załatwienie wizy, a to oznacza kolejne dwie wycieczki do Warszawy – w celu złożenia wniosku i odebrania dokumentu (ale można to też zrobić za pośrednictwem jakiegoś biura podróży). Wszystkie szczegóły dostępne są na stronie konsulatu:
Potem trzeba się jeszcze pokręcić wokół dziekanatu. Potrzebny będzie wniosek o indywidualny tok studiów http://neo.amu.edu.pl/dokumenty/studenci/wou.pdf, który najpierw trzeba zanieść do podpisu do zastępcy dyrektora katedry (obecnie dr Bochorodycz), a potem złożyć w dziekanacie razem z indeksem. Do tego należy też wypełnić zgłoszenie wyjazdu zagranicę http://neo.amu.edu.pl/dokumenty/studenci/zwszg.pdf i oświadczenie, że sami zatroszczymy się o ubezpieczenie (już po przyjeździe do Japonii). To też należy dać do podpisu, najpierw zastępcy dyrektora katedry, potem zanieść do dziekanatu, żeby swej parafki udzielił dziekan, a następnie złożyć w Dziale Współpracy z Zagranicą w Collegium Minus na ul. Wieniawskiego (wejście obok auli). Kiedy dopełnicie wszystkich formalności, zostanie tylko wydrukować bilet, spakować się… właśnie, może kilka słów o pakowaniu. Tegoroczni stypendyści lecieli Lufthansą, w której bagaż główny może mieć do 20 kg (choć przeszły bez dopłaty i walizki 22-23 kilogramowe), do tego 8 kg bagażu podręcznego w odpowiednich rozmiarach, dodatkowo torba z laptopem, aparat, mała torebka i płaszcz lub koc. Na początku myślałam, że to strasznie mało i nie wezmę wszystkiego, co chcę… prawda, nie wzięłam, ale to, co udało mi się wpakować do toreb w zupełności mi wystarczy (jestem przy tym absolutną rekordzistką w ilości zabranych par butów). Środki czystości, naczynia i różne rzeczy codziennego użytku można dostać w miarę niedrogo na miejscu, ale naprawdę warto wziąć polskie leki i, zwłaszcza jeśli ktoś ma wrażliwą skórę, kosmetyki ochronne – woda, przynajmniej w Tokio, jest bardzo chlorowana i nie działa dobrze na cerę. Kiedy pokonacie już tę ostatnią przeszkodę, zostanie tylko polecieć w stronę Kraju Kwitnącej Wiśni w słodkim przeświadczeniu, że najgorsze już za wami… które pryśnie jak bańka mydlana, kiedy tylko zobaczycie, jakie biurokratyczne atrakcje zostały przygotowane dla was na miejscu.
Pozdrawiam serdecznie z Tokio i życzę wszystkim pomyślnego załatwiania formalności oraz, oczywiście, dostania się na swój wymarzony uniwersytet, by zażywać przez rok różnorodnych uroków, jakie niewątpliwie pobyt na Wyspie wam zapewni. Magda ![]() |