![]() |
STRONA GŁÓWNA | AKTUALNOŚCI | JAPONIA | KULTURA | VARIA | LINKI | ARCHIWUM | STUDIA |
![]() |
|
[8 grudnia 2008] Festyn Archeologiczny w
Biskupinie W trzecim tygodniu września na terenie Muzeum Archeologicznego w Biskupinie odbył się Festyn Archeologiczny (a jakże by inaczej), którego motywem przewodnim była w tym roku kultura Japonii. Impreza była częścią cyklu, w ramach którego co roku w Biskupinie prezentowana jest szerokiej publiczności kultura odmienna od polskiej. Niestety, w tym roku Amaterasu z rzadka ukazywała się odwiedzającym, a Płanetnik do spółki z Susanoo przez całe dziewięć dni straszyli nas deszczem, który ostatecznie zaczął padać w ostatni weekend festynu. Pomimo tej raczej niesprzyjającej pozadomowym wycieczkom pogody, Biskupin odwiedziło ponad 65 tys. turystów. Wszyscy oni, prócz niecodziennych możliwości obcowania z prastarą kulturą słowiańską (oraz wieloma innymi powstałymi w Europie, na przykład węgierską czy rzymską), mogli choć przez chwilę poczuć „smak” Japonii nad Jeziorem Biskupińskim. Stoisk było wiele i prezentowały przybyłym „tradycyjne” elementy kultury japońskiej, te które z Japonią kojarzą się najbardziej. W budynku muzeum oglądać można było wystawę poświęconą temu azjatyckiemu krajowi. Jeśli miało się szczęście i dosyć sprytu, można było zostać ubraną (tak, tak dotyczyło to tylko kobiet) w najprawdziwsze kimono przez panią Lucynę Watanabe. Nieopodal, w zaimprowizowanym pawilonie herbacianym, widzowie mogli uczestniczyć w ceremonii parzenia herbaty, prowadzonej przez panie Annę Kapustę i Dorotę Putowską z krakowskiego Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.
Za muzeum zwiedzający miał do wyboru dwie drogi. Jeśli udał się na Kraal oczom jego ukazywał się miniaturowy ogród japoński z kamiennymi latarniami wykuwanymi na miejscu przez dwie, filigranowe dziewczyny, absolwentki ASP w Warszawie. Kilka kroków dalej, po przedarciu się przez kłęby dymu ze stanowiska produkcji dziegciu, tuż przed obozem rzymskiego Legionu XIV oczom naszym ukazywał się niezwykły widok. Kilku pasjonatów z całej Polski postanowiło zaprezentować tradycyjny japoński sposób wytapiania stali w ogromnych piecach tatara-buki. Panowie mieli niezwykle trudną pracę. Kiepska pogoda stawała na przeszkodzie utrzymaniu stałej wysokiej temperatury wewnątrz dymarki. Jednak pomimo przejściowych trudności cały proces zakończył się ogromnym sukcesem. Udało się uzyskać stal. Serdeczne podziękowania dla wszystkich Panów ze stanowiska z piecami za cierpliwe tłumaczenia i prezentację swoich umiejętności. Po zapoznaniu się z ofertą prezentowaną na Kraalu, koniecznie należało się udać w kierunku rekonstrukcji, czyli osady na półwyspie. W stworzonym pod gołym niebem dōjo prezentowane były sztuki walki wywodzące się z samej Japonii lub terenów ościennych (Okinawa). Można było podziwiać popisy zawodników trenujących kendo, iaido (specjalne pozdrowienia dla Adama Kitkowskiego z Poznańskiego Stowarzyszenia Kendo, Iaido i Jodo), jodo, karate, kobudo, aikido, a na zakończenie prezentacji prawdziwe show przygotowane przez zawodników judo. Podczas festiwalu mieliśmy również niezwykłą okazję zobaczyć na własne oczy najprawdziwsze walki sumo. Pokaz w wykonaniu Roberta Paczkowa i Edwarda Kolucha wywoływał w widzach krzyki i pienia najprawdziwszego zachwytu. A sprawność i giętkość, którą Pan Robert wykazał się na tanecznym parkiecie, wzbudziła w piszących te słowa najprawdziwszy podziw. Dzięki Masakatsu Yoshidzie, Januszowi Surmie, Tomaszowi Kochanowi i Jakubowi Pięcie z Klubu Kyudo Kai można było strzelać z najprawdziwszych japońskich łuków oraz oglądać niezwykłe pokazy w wykonaniu wspaniałych łuczników (również serdecznie pozdrawiamy). Niestety, Panowie musieli wyjechać już po pierwszym weekendzie i tylko świst strzał pozostał w duszach.
Na tych, którzy zdecydowali się na wejście do biskupińskich chat, czekało jeszcze kilka niespodzianek. Wystawa kimon japońskich, zbroi i oręża samurajskiego, pokaz makijażu gejsz oraz teatru kabuki. Urszula Imamura prezentowała sztukę układania kompozycji roślinnych (ikebana), można było obejrzeć japońskie latawce - rokkaku i spróbować swoich sił w walkach latawców. Na odważnych czekały warsztaty pisma japońskiego, których prowadzący wykazywali się nieziemskim spokojem i pogodą ducha, opanowując ogromną ilość zwiedzających, głównie nieletnich, pragnących samym sobie lub sąsiadowi włożyć do oka/ucha/nosa pędzel. Jako że właśnie z nimi dzieliliśmy nasz pawilon pozdrawiamy Olę Capigę z Centrum Manggha, a także wspaniałych Marysię Smyl i Marcina Siudaka z WSJO w Poznaniu. Mieliśmy także niezwykły zaszczyt dzielić nasze stoisko z Panem Hajime Watanabe, którego również pozdrawiamy, niezmiennie zachwyceni jego przepięknymi rękodziełami wykonanymi z papieru. Oczywiście, jako rodowity Japończyk, w dodatku bardzo dobrze mówiący po polsku, Watanabe-san był notorycznie proszony o wykaligrafowanie turystom wybranego przez nich słowa, co znosił ze stoickim spokojem (powinni ten przymiotnik zamienić na "japońskim"). I na koniec my – składający orgiami. Nie mogliśmy narzekać na brak chętnych do zmierzenia się z kartką papieru, choć przyznać trzeba, że były to głównie dzieci i młodzież. Starsi niezmiennie lękali się złożeń. Nasza trójka wspierana była nieocenionymi umiejętnościami i anielską cierpliwością Marty Hulbicz oraz organizacyjnymi siłami w postaciach Wiesi, Renaty i Mariusza z biskupińskiego muzeum. Wszystkim im bardzo dziękujemy. Nam składało się bardzo dobrze, ale także zwiedzający, choć niejednokrotnie powątpiewali w swoje możliwości, wychodzili zadowoleni i z własnoręcznie złożonym modelem.
I choć pogoda była doprawdy nieprzyjemna i co dzień byliśmy zadymiani przez panie zielarki, które stacjonowały w pomieszczeniu obok (choć koniec końców to one ratowały nas w najgorsze zimno gorącymi wywarami z ziół), udział w festynie był niesamowitym przeżyciem oraz możliwością poznania wspaniałych ludzi. Szkoda tylko, że zabrakło stoiska poświęconemu kuchni japońskiej (można było jedynie skosztować krewetek w tempurze). Wszystkim wymienionym i nie wymienionym z imienia jeszcze raz serdecznie dziękujemy i mamy nadzieję spotkać się jeszcze kiedyś.
[Przemek z jednym ze swoich popisowych modeli – smokiem (po lewej) Asia i Olga w towarzystwie łuczników (po prawej)] Tekst: Olga Cyganiak |