W Kawagoe

Polska studentka wobec życia codziennego japońskiego
licealisty


Niewielkie miasto Kawagoe w prefekturze Saitama słynie w Japonii ze swojej
doskonale zachowanej architektury z okresu Edo i klimatu zatrzymanej w czasie
„dawnej Japonii”. Polskiemu miłośnikowi Kraju Kwitnącej Wiśni może
być również znane dzięki publikacji Igi Rutkowskiej „W Kawagoe.
Antropolog wobec życia codziennego Japończyków”, w której, w formie
po części pamiętnika, a po części pracy badawczej, autorka opisywała wrażenia i
spostrzeżenia z okresu, w którym mieszkała właśnie w tym mieście. Ale to
nie wszystko, co wyróżnia Kawagoe na tle innych, tak sobie podobnych, japońskich
miasteczek. W 2001 roku, gdy na ekrany japońskich kin zawitał film „Waterboys”,
wśród japońskich nastolatków nazwa Kawagoe zaczęła kojarzyć się z czymś
zupełnie innym – mianowicie pływaniem synchronicznym. A żeby tego było
mało, pływaniem synchronicznym… chłopców z męskiego liceum w Kawagoe.
Od tego czasu tysiące zainteresowanych zjeżdżają z całego rejonu
Kant
ō na szkolny festiwal do tego „małego Edo”, by na żywo obejrzeć
program przygotowany przez kolejne już pokolenia pływaków z kółka
szkolnego, które posłużyło za wzór serii filmów i seriali telewizyjnych
cieszących się niesłabnącą popularnością. Na wspólną wycieczkę po
Kawagoe i festiwalu „Kusunoki-sai” chciałabym zaprosić czytelnika tego
tekstu.

    Kawagoe położone jest w prefekturze
Saitama, na północ od Tokio. Pociągiem pospiesznym dojechalibyśmy do
tokijskiej stacji Ikebukuro (największego węzła komunikacyjnego położonego
na naszej trasie) w około 40 minut, zwykłym natomiast trzeba liczyć sporo
ponad godzinę. Saitama znana jest głównie jako „noclegownia” Tokio –
większość jej mieszkańców do pracy lub szkoły dojeżdża pociągami do
stolicy wczesnym rankiem, a wieczorami wraca. Jak się okazało, rodzina, u której
mieszkałam przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w Tokio (sierpień – wrzesień
2008 spędziłam w Japonii dzięki wygranej w Konkursie Krasomówczym Języka
Japońskiego organizowanym rokrocznie w Ambasadzie Japonii w Warszawie), była
właśnie w takiej sytuacji. Moja stacja, Mizuhōdai, położona była mniej więcej
w połowie trasy Kawagoe – Tokio.

    Kawagoe, jak się okazało bardzo
przez państwo Hosono lubiane, było częstym celem ich weekendowych
wycieczek. Sama wybrałam się do niego dwukrotnie, raz poświęcając na
wycieczkę cały dzień (z czego 2/3 spędziłam na terenie wspomnianego
liceum), a raz zaledwie popołudnie (oglądając po raz drugi starą część
miasta i odwiedzając sklepiki z tradycyjnymi wyrobami spożywczymi i
cukierniczymi). Szczerze mówiąc, nie miałam wyjazdu do Kawagoe w planach, i
podejrzewam, że ominęłoby mnie wiele, gdyby nie entuzjastyczne podejście
mojej host-siostry, która zapewniała mnie, że skoro najbardziej interesuję
się kulturą popularną i współczesnym, „młodym” językiem japońskim,
wycieczka do Kawagoe, w którym właśnie trwał słynny festyn, będzie nie
tylko rozrywką, ale też ciekawym i pouczającym doświadczeniem. Dałam się
przekonać. Dzień po przyjeździe do Saitamy wyruszyłam do Kawagoe,
uzbrojona w plan miasta podarowany przez host-tatę i kapelusz od słońca
(jak na wrzesień słońce było nadal niezwykle ostre). „Przy basenie
koniecznie usiądź w pierwszym rzędzie!”, zdążyła mi jeszcze doradzić
host-mama, śmiejąc się szelmowsko, zanim wsiadłam do pociągu.

Małe Edo

 


    Zanim jednak przejdę do samego festynu i jego głównej
atrakcji, chciałabym napisać parę słów o samym mieście, które jest
niezwykle urokliwe. Przechadzając się wśród starej i stylizowanej na starą
architektury odnosimy wrażenie, że coś w tym miasteczku jest inne, niż w
większości japońskich miast, choć to „coś” trudno początkowo zdefiniować. Okazuje się bowiem, że Kawagoe jest jednym z niewielu miast w Japonii, a może wręcz jedynym, w którym wszelkie instalacje uliczne wymagające przewodów zostały poprowadzone pod
ziemią. W kraju tak bardzo zagrożonym trzęsieniami ziemi, charakterystyczny
krajobraz pełen słupów wysokiego napięcia i kabli (często wykorzystywany
we współczesnych filmach fabularnych i animowanych) jest w pewnym sensie
koniecznością spowodowaną bezpieczeństwem. Przebywając dłuższy czas w
japońskich miastach przestajemy zwracać uwagę na ciemne sznury ciągnące
się nad naszymi głowami, które skutecznie szpecą widoki. W Kawagoe jednak
widać o wiele większy kawałek nieba niż w reszcie kraju – nie dość że
nie ma kabli, budynki są też dużo niższe.

kawa02Kawagoe – w głębi wieża Toki no Kane;
charakterystyczny krajobraz bez przewodów


Mieszkańcy Kawagoe zadbali o urodę swojego miasta także pod innym
względem. Miejskie jidōhanbaiki, czyli automaty uliczne, w których
nabyć może najczęściej napoje chłodzące, a stojące niemal co sto metrów
na każdej ulicy, zostały – używając określenia pasującego do japońskiego
społeczeństwa – zuniformizowane. Nie ma na nich – tak jak w innych
miastach – logo producenta, nie ma też reklam z gwiazdami kina i estrady
rozkoszującymi się dostępnym w maszynie napojem. Wszystkie zostały
pomalowane w neutralne granatowe wzory przywodzące na myśl rodowe herby
samurajskie z epoki Edo. Na niektórych zawieszono też zasłonki noren,
takie jakie zobaczyć można na drzwiach restauracji z tradycyjną kuchnią
japońską.

kawa04
Toki no Kane – symbol miasta

   Centralnym punktem dla zwiedzających miasto jest drewniana wieża Toki no Kane,
czyli „Dzwon czasu”. Trzypiętrowa drewniana konstrukcja pochodzi z 1893
roku i jest rekonstrukcją oryginalnej budowli z połowy XVII wieku. Dzwon
bije cztery razy na dzień.

kawa08
Tradycyjnie wyrabiane, drobne, kolorowe cukierki formowane w różne kształty

    U stóp dzwonnicy rozciągają się uliczki Kashiya-yokocho, pełne
sklepików z ręcznie wyrabianymi tradycyjnymi przysmakami: słodyczami,
ciasteczkami, przysmakami wyrabianymi z ryżu. Furorę robi Mame-ya,
lokal słynący ze sprzedaży fasoli. W malutkim pomieszczeniu na stolikach
poukładane są pojemniczki z najróżniejszymi odmianami fasoli, obtaczane w
przeróżnych słodkich lub słonych przyprawach. Sprzedawane w tym sklepie
fasolki można dowolnie próbować, do czego zachęcają ekspedientki serwując
wchodzącym klientom herbatę podkreślająca smak fasoli.

kawa03
Fasolowa Mame-ya, zaskakująco smaczne!

kawa09
500 (+40) buddyjskich arhatów

 

    Kolejnym słynnym miejscem w Kawagoe jest ogród, w którym znajdują się statuetki Gohyaku Rakan, przy świątyni Kita-in. Powstały w latach 1782-1825, wyrzeźbione
przez różnych twórców. Arhatów jest tak dokładnie 540 i mówi się, że
nie znajdzie się dwóch identycznych. Nie dałam się namówić na
poszukiwanie mnicha, który byłby podobny do mnie, choć rzekomo każdy
znajdzie tutaj swoje odbicie…

kawa05
Jedna z głównych ulic, stara architektura

kawa06
Ulica handlowa z widokiem na „nowszą” część miasta

 

Wodni chłopcy


Celem mojej pierwszej wyprawy do Kawagoe było jednak nie tyle
pospacerowanie uliczkami miasteczka, co zobaczenie „od środka” japońskiego
liceum i obejrzenie występu słynnego kółka pływania synchronicznego.
Spodziewałam się tłumów, zgiełku i kontrolowanego chaosu znanego
wszystkim, którzy angażowali się w organizację jakichkolwiek przedsięwzięć
w swoich czasach szkolnych. Zanim jednak przejdę do fotorelacji z festynu,
kilka słów o tym, jak rosła legenda Waterboysów, dla tych, którzy
spotykają się z nimi po raz pierwszy.

W 1999 roku film dokumentalny o pokazach pływania synchronicznego wystawianego
rokrocznie (
począwszy od 1986 roku) w męskim Liceum Kawagoe wyemitowała japońska telewizja TV Asahi. Materiał ten miał zobaczyć pewien producent filmowy i zainteresować się nim na tyle, że dwa lata później, w 2001 roku, powstał pierwszy film fabularny „Waterboys” w reżyserii Shinobu Yaguchi. Film, opowiadający o
grupie licealistów z kółka pływackiego, którzy zaczynają uprawiać pływanie
synchroniczne, a po drodze przeżywają przeróżne humorystyczne wzloty i
upadki, stał się wielkim hitem. Nominowany był do wielu nagród, w tym
najlepszego filmu 2001 roku, ostatecznie jednak otrzymał dwie – za
muzykę i aktora pierwszoplanowego dla pierwszy raz obsadzonego w głównej
roli Satoshiego Tsumabuki. Pełna zabawnych gagów historia przeciętnych chłopaków
walczących z przeciwnościami losu, aby osiągnąć sukces w swoim nieprzeciętnym
hobby spodobała się japońskim widzom tak bardzo, że kolejno zaczęły
powstawać dwie serie telewizyjne „Waterboys” (2003) i „Waterboys
2” (2004) oraz specjalny odcinek „Waterboys 2005 Natsu”
(wszystkie w produkcji Fuji TV). Co ciekawe, troszkę ponad dwa tygodnie przed
moim przyjazdem do Tokio, druga seria Waterboys’ów była powtarzana przez
telewizję Fuji w południowym paśmie. 

    Czy Waterboys przyczynili się do rozpowszechnienia pływania synchronicznego wśród japońskiej młodzieży? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak festiwal Kusunoki w Kawagoe od dnia emisji pierwszego filmu cieszy się niegasnącym powodzeniem. Każda
kolejna odsłona Waterboysów promowała również kolejne talenty wśród młodych
japońskich aktorów, którzy mogli nie tylko zaprezentować swoje aktorskie
zdolności, ale i sylwetki bez koszulek. Gwiazdy pierwszej odsłony –
filmu kinowego – wspomniany już Satoshi Tsumabuki i towarzyszący mu
Hiroshi Tamaki, to w tej chwili docenione gwiazdy pierwszej ligi w japońskim
kinie. Tsumabuki w tym roku otrzymał główną rolę w historycznej dramie
„Tenchijin” (produkcja NHK), co z jednej strony jest dla aktora
okazją do podbicia rankingów swojej popularności (Tsumabukiego można oglądać
teraz przez cały rok co niedzielę o 20:00, czyli w paśmie najwyższej oglądalności),
a z drugiej wyróżnieniem za dotychczasowe dokonania. Hiroshi Tamaki
natomiast dzięki swoim rolom głównie w serialach telewizyjnych skutecznie
zdominował świat reklamy, w 2008 roku strącając z pierwszego miejsca
aktorkę Yukie Nakamę.

    Reżyser Yaguchi chętnie korzysta ze schematu, który przyniósł mu sukces. W 2004
roku nakręcił „Swing Girls” z młodziutką Juri Ueno (późniejszą
Nodame w Nodame Cantabile) w roli głównej, w którym przeciętne
licealistki z prowincji zakładają big band
i zmagają się z przeciwnościami losu, by wystąpić na koncercie
orkiestr dętych. Choć kasowego sukcesu swojego poprzednika „Swing
Girls” nie przebiły, zebrały dużo lepsze recenzje i wyższe notowania
od krytyków. Najnowszym obrazem reżysera jest „Happy Flight”
(2008), w którym kibicujemy ekipie pilotów, stewardess, mechaników linii
lotniczych ANA.

kusu01


Wróćmy do samego festynu, zwanego przez tubylców Kusunoki-sai.
Tuż po wyjściu z dworca Kawagoe trafiamy na przystanki autobusowe. Nietrudno
znaleźć ten właściwy. Rządek licealistek jest wystarczającym dowodem na
to, że stanęliśmy w kolejce do właściwego autobusu oraz na to, jakim
zainteresowaniem cieszy się festyn. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości,
już koło przystanku kręcą się licealiści w niebieskich bluzach happi,
które będą znakiem rozpoznawczym organizatorów festiwalu. Udzielają
informacji, którym autobusem i dokąd mamy się udać oraz kiedy, czym i ile
trzeba będzie zapłacić za autobus. Co bardziej niecierpliwym tursyt(k)om
przybyłym na festiwal pozują również do zdjęć lub robią zdjęcia
grupowe. Podróż autobusem trwa 5, góra 10 minut. Tę samą odległość
przejdziemy w drodze powrotnej na piechotę, zwiedzając część miasta.

kusu02


Ta niesamowita konstrukcja to przebudowana specjalnie na okazję Kusunoki-sai
brama prowadząca na dziedziniec szkolny. Budynek po lewej to część
gmachu liceum. Bramie za wzór posłużyła katedra w Baguio na Filipinach,
rozpoznawalny symbol miasta. „W tym roku, walczyliśmy z farbami, by jak
najlepiej pokazać świeże kolory Katedry w Baguio. Prosimy też zwrócić
uwagę na dwie wieże oraz rozety znajdujące się nie tylko na głównej
nawie, ale też po bokach.
” – piszą w gazetce festiwalowej
konstruktorzy.

kusu08

    Gazetek i ulotek wykonanych przez uczniów zbierzemy w dniu festynu pokaźny pliczek. Pierwsze otrzymamy już na przystanku autobusowym, kolejne wchodząc na teren szkoły. Ręcznie rysowane mapki, godzinowe rozkłady atrakcji, messeji od
każdego związanego z organizacją ucznia. Osobna ulotka kółka pływackiego,
osobna orkiestry dętej.

kusu12

kusu03

    Droga przez szkolny dziedziniec, prowadząca do sceny głównej i dalej na boisko i
basen, zastawiona była tego typu straganami, w których można kupić napoje
i lody, rzadziej jakieś drobne przekąski. Posiłek na ciepło można zjeść
w budynku. Oczywiście był on na miejscu przygotowywany przez uczniów, którym
(na szczęście) pomagały również dziewczyny. Nie udało mi się niestety
dowiedzieć, czy były to koleżanki czy siostry… Za każdy stragan pod gołym
niebem odpowiadała jedna konkretna grupa uczniów – jedno kółko
zainteresowań bądź przedstawiciele jednego rocznika absolwentów. Na zdjęciu
absolwenci 16 roku Heisei, czyli z 2004 roku.

kusu09

    Było tłoczno. Event Stage to scena główna, na której odbywały się koncerty i występy. Budynki szkolne po lewej i prawej stronie połączone były przejściem z którego miało się widok na dziedziniec z jednej i boisko z drugiej strony. Basen znajduje się
jeszcze dalej, za najwyższym budynkiem po lewej stronie. Festyn zorganizowany
został tak sprytnie, że występów na basenie nie dało się zobaczyć z
innego miejsca, jak bezpośrednio znad basenu. Część „lewego”
budynku, którego okna wychodziły na basen, była wyłączona „ze
zwiedzania”. Zainteresowani musieli najpierw odebrać darmowy bilecik na
jeden z pokazów (wystawiane były o pełnych godzinach i trwały 30 minut),
potem przejść nad basen przez zaimprowizowaną bramkę, pokazując bilet.

kusu11

    Tak to wyglądało z góry na mapce.

kusu04

    W kącie rozległego boiska wytrwale trenował klub baseballowy, choć żaden
mecz nie był przewidziany na ten weekend.

kusu13

     Atrakcje przygotowane przez klub kyuudo wzbudzały ogromne zainteresowanie. Można było spróbować swoich sił w japońskim łucznictwie, a młodzi nauczyciele w
hakamach
prezentowali się dostojniej niż ich koledzy odziani w
niebieskie happi.

kusu14


Na głównej scenie występowały licealne boys-bandy. Poziom był różny,
zainteresowanie umiarkowanie wysokie. Biorąc pod uwagę jak dużo znanych
japońskich zespołów rockowych zaczynało swoje kariery jako takie
amatorskie grupy przygrywające na szkolnych festynach nadzieje można mieć
wysokie. Być może spotkałam przyszłych gwiazdorów..?

kusu15

kusu16

    W przerwach między koncertami scenę przejmował szkolny kabarecik. Idea przedstawienia przypominała drużynową randkę w ciemno. Trzy grupy dziwaków prezentowało swe wdzięki konkurując o względy licealisty przebranego w sukienkę. Niekwestionowaną gwiazdą skeczu został człowiek-koń z grupy „Mask Man”, który żeby
powiedzieć cokolwiek zrozumiałego musiał dosłownie pochłonąć mikrofon.

kusu06

    Wejście do budynku szkolnego. Jak w każdej japońskiej szkole obowiązuje obuwie
zmienne. Chłopcy w niebieskich happi rozdawali specjalne klapko-kapcie
odwiedzającym, którzy nie przynieśli ze sobą dodatkowej pary butów.
Szafeczki na buty z wypisanym nazwiskiem ucznia stanowią częsty widok w
filmach i anime o życiu licealistów. Do takiej szafeczki bez problemu
można wrzucić list miłosny (w przypadku filmu) lub bombę (raczej w
przypadku anime).

kusu05

    W auli na piętrze odbywał się koncert szkolnej orkiestry dętej – Kawagoe
High School Wind Orchestra. Poziom występu, jak na zespół licealny był
imponujący. Jeszcze bardziej imponujące są możliwości szkoły, która
jest w stanie zapewnić uczniom instrumenty, które można wypożyczyć ze
szkoły lub zakupić i nosić własne.

kusu10

    Orkiestra przygotowała własną gazetkę, w której znalazły się nie tylko podziękowania i informacje o wykonywanych utworach, ale też żartobliwe prezentacje każdego członka orkiestry. W repertuarze znalazła się kompozycja przywodząca na myśl muzykę z całego świata, rozpoczynająca się – jak wskazuje informator – od dźwięków
londyńskiego Big Bena. Mnie dzwonki skojarzyły się raczej z
charakterystyczną melodią dzwonka w japońskich liceach. Następnie po kolei
zagrane zostały aranżacje popularnych przebojów zespołów Aqua Timez i
GreeeeN i marsz grany w Disney Resort oraz wszechobecna tego lata w Japonii
melodia z najnowszego filmu Studia Ghibli „Gaku no ue no Ponyo”.
Poniżej fragment występu.

kusu07

    Festyn jest niewątpliwie również okazją do nawiązania kontaktów z płcią
przeciwną. Ta licealistka miała szczęście, gdy odpoczywała w cieniu
szkolnych murów, została nieśmiało zaproszona na wspólne wyjście na
karaoke wieczorem. Bardzo bliska obecność gaijinów nie speszyła
zainteresowanych. Wachlarz (wprost genialny wynalazek na parne japońskie
lato), która dziewczyna trzyma, został zrobiony specjalnie na potrzeby
Kusunoki-sai. Podobne, z nadrukowanymi reklamami, rozdawane są w lecie na
ulicach miast, tak jak u nas ulotki. Wachlarze i chusteczki higieniczne oprócz
funkcji reklamowych mają zastosowanie praktyczne.

kusu17

    Jak wspomniałam już wyżej, pokazy pływania synchronicznego – czyli gwóźdź programu – odbywały się o pełnych godzinach. Pokaz trwał około 30 minut. Wysiedzieć po turecku nad basenem w palącym słońcu było niełatwo, choć zdecydowanie warto było pocierpieć. Basen zdobił (?) olbrzymi plakat wykonany przez samych pływaków. Nazwa klubu 真黒 (shinkuro) to sprytna gra słów. Shinkuro. pisane katakaną シンクロ, od angielskiego synchro to pływanie synchroniczne. Shinkuro można też odczytać dwa znaki kanji (真黒), stanowiące nazwę klubu, a które zazwyczaj przeczytalibyśmy makkuro – co znaczy „cały czarny”, zupełnie jak opalenizna pływaków, którzy całymi dniami trenują w ostrym słońcu. Hasło na plakacie z przymrużeniem oka głosi: „tylko mokrzy stajemy się idiotami~”, co w pełni oddaje klimat panujący nad basenem. Spokojni na co dzień licealiści przez krótkie pół godziny będą bez zahamowań krzyczeć, tańczyć, skakać do wody i wyskakiwać z powrotem na publiczność. Gdyby poważnie się zastanowić, zadanie wymaga całkiem sporo odwagi…

kusu19

     Pokaz zaczynał się powitaniem przybyłych przez wszystkich członków koła. Po krótkim ukłonie i paru okrzykach pływacy ruszyli do szatni, natomiast mikrofon przejął przewodniczący kółka, który podziękował wszystkim za przybycie i wytłumaczył, że jest
to szczególny występ dla wszystkich trzecioklasistów, którzy pływają ostatni raz w barwach liceum. Po Kusunoki czeka ich jedynie ciężka nauka przed egzaminami na studia.

kusu20

     Wszyscy, którzy mieli okazję obejrzeć fabularną wersję Waterboysów, na tym pokazie mogli zobaczyć to samo co na filmie. Najpierw śmieszny taniec synchroniczny przed basenem, potem kolejno skoki do wody i kolejne prezentacje w wodzie. Znowu taniec nad basenem – tym razem tuż przy widowni (i właśnie dlatego warto siadać w
pierwszym rzędzie!), co oczywiście prowadziło do licznych pochlapań i pisków
dziewcząt.

kusu21

kusu22

    Występ składał się z kilku zmontowanych w całość piosenek. Przeważały popularne japońskie piosenki – L`Arc~En~Ciel, wakacyjny przebój „Summer Song” Yui, rockowe
chatmonchy z piosenką „Kaze Fukeba Koi”, podczas której pływacy
ułożyli ogromny kształt parasola, a także pompatyczna „Sakura”
duetu Kobukuro, do której „zbudowano” imponującą „dwupiętrową”
wieżę. Poziom trudności wykonywanych figur rósł z piosenki na piosenkę –
pod koniec chłopcy pokazali wyskoki, podnoszenia, a nawet salta w powietrzu.

    Na zakończenie – seria zdjęć i krótki film. Wszystkich, którzy przypadkiem znajdą się we wrześniu w okolicach Tokio zachęcam do odwiedzenia Kawagoe – 62 Kusunokisai już 5-6 września 2009!

kusu23

kusu24

kusu25

kusu26

kusu27

 

 

kusu28
Członkowie koła pływania synchronicznego w komplecie;

Anna Wołcyrz
(tekst, zdjęcia i filmy)

 

Miasto
Kawagoe (dostępne wersje angielskie):

Saitama-kenritsu
Kawagoe Koutougakkou
– Liceum Kawagoe (tylko jap.):

Koło pływania
synchronicznego „Shinkuro” przy Liceum Kawagoe (tylko jap.):